Turcja – Kapadocja
1. derwiszKonyi – Zakon Wirujących Derwiszy
Część trzecia - Taniec Wirujących Derwiszy

Kiedy siedem wieków temu nieznany nikomu derwisz wkopał w ziemię słup i zaczął wokół niego wirować, sąsiedzi pewnie pomyśleli – wariat. Z czasem jednak okazało się, że ten wariat to wielki myśliciel i poeta, a wirowanie pozwala mu wprowadzać się w trans i przybliżać do Boga.


Tym wirującym derwiszem był Rumi Mevlana. Zachowało się wiele zapisów jego dzieł, przykazań, poezji, a ich studiowanie uważane jest za przepustkę do nieba.

2. derwisz A wirowanie? Wirowanie robi dziś zawrotną karierę. Podobno wirować może każdy, trzeba tylko ćwiczyć, ćwiczyć, ćwiczyć … a po pewny czasie ustaną zawroty głowy i poczuje się jedność ze wszechświatem, zespolenie z przyrodą i duchowe oczyszczenie. Powstaje coraz więcej szkół, gdzie pod okiem doświadczonego trenera można nauczyć się tej trudnej sztuki. 

Nie wiem ile w tym prawdy, ja zamiast mozolnych ćwiczeń wolałam obejrzeć jak wirują mistrzowie.
Do podziemnej groty schodziliśmy niczym do czeluści piekieł. Panował w niej nastrojowy półmrok, a jedyną dekorację stanowiły wykute w kamiennych ścianach płaskorzeźby. Widzowie z pewną nieśmiałością siadali na drewnianych ławkach. Po chwili przygaszono światło i poproszono o absolutną ciszę, nie klaskanie i nie robienie zdjęć. W mroku i ciszy czekaliśmy na taniec wirujących derwiszy.
Występ nie zaczął się ani barwną zapowiedzi, ani mocnym akordem. Zamiast tego rozległ się delikatny dźwięk fletu. Jego głos wznosił się i opadał, wibrował, przenikał umysł, ciało, wyostrzał zmysły. Zdawało się, że wraz z nim unosimy się i krążymy wśród ciał niebieskich. Z wolna przyłączały się do niego pozostałe instrumentu, a my siedzieliśmy zauroczeni, zasłuchani, zamyśleni.
Cichuteńko, niczym duchu zjawili się ubrani na czarno tancerze. Sceną rozświetliło delikatne światło. Tancerze pokłonili się prowadzącemu ceremonię mistrzowi i zdjęli peleryny.
Kolejno wchodzili na scenę i wirując wprowadzali się w trans. Przymknięte oczy, tradycyjnie ułożone ręce, twarze zastygłe w ekstazie. Razem z nimi wirowały ich białe, rozkloszowane szaty, a w tle cały czas płynęła tradycyjna muzyka. Pięć, dziesięć, pięćdziesiąt, sto obrotów - a może więcej? Już od samego patrzenia kręciło się w głowie. Jakim cudem wciąż się kręcą? Jakim cudem nie zderzają się ze sobą? Jakim cudem utrzymują równowagę? Jakim cudem zatrzymują się w miejscu i równym krokiem schodzą z parkietu? Jakim cudem?
Kiedy muzyka ucichła, tancerze oddali ceremonialne pokłony, włożyli czarne peleryny i w zupełnej ciszy odeszli. Zahipnotyzowana widownia jeszcze przez długo chwilę siedziała nieruchomo, aż w końcu, z pewną nieśmiałością, wszyscy wstali i opuścili jaskinię.
I choć dobrze wiem, że było to widowisko stworzone specjalnie dla turystów, to mistyka tego tańca, duchowość i niezwykła muzyka sprawiły, że uwierzyłam w dopuszczenie mnie do udziału w tajemnych obrzędach derwiszy.

Kliknij na zdjęcie i obejrzyj jak wirują derwisze

Jolanta Mirecka

Joomla Template - by Joomlage.com