Sprzątanie

Temat z pozoru banalny, codzienny, powszechnie doświadczany. Ale wymaga choć powierzchownej mentalnej refleksji i ewentualnej oceny. Czy to ważny problem, czy zbędny balast?
Pewien błyskotliwy krytyk filmowy, sympatyczny erudyta ze szczerością zwierzał się, że nie sprząta bo to strata czasu. Po co codziennie walczyć z kurzem, jak po pewnym czasie na podłodze powstaną wielkie "koty", które można szybko usunąć. Po co prać, jak wkrótce ubranie znowu jest brudne? Wysiłek angażujmy w rzeczy istotniejsze, bardziej znaczące.
Ten Pan nie wiedział lub nie chciał brać pod uwagę tego, że brud jest szkodliwy dla zdrowia, a ekstremalnie nieestetyczny wygląd jest odpychający , szkodliwy wizerunkowo.
Inna rzecz: sterylna czystość też jest niebezpieczna, brak jakichkolwiek mikroorganizmów niszczy odporność, osłabia możliwość zwalczania chorób.
Więc umiar, szukanie złotego środka. Recept jednoznacznych nie ma.
Lubię lśniące czystością mieszkanie, piękne kwiaty, zadbany ogród. Ale to wymaga czasu, wysiłku, cierpliwości. Bycie perfekcyjną panią domu to nie moja bajka ani pasja. Obsesyjne porządkowanie-nie! Ale dla mnie ważna przy mniej skomplikowanych, fizycznych pracach jest ekonomia wysiłku.

Lepiej starać się codziennie utrzymywać dom we względnej czystości, niż okresowo wykańczać się przy generalnych porządkach. Staram się tylko od razu usuwać plamy na podłodze, meblach, ubraniu, bo jak się na dłużej zasiedzą nawet sposobem i z dużą siłą nie daje się ich czasem usunąć. Prawdę mówiąc najlepszym sprzymierzeńcem do walki z brudem jest kompetentna i sympatyczna osoba, okresowo zapraszana do współpracy. Niestety nie łatwo ją znaleźć, ale warto szukać.
No a walka z bałaganem? Nie wszystkim on przeszkadza, czasem nawet twórczo inspiruje. Mnie denerwuje, bo zmusza do szukania różnych w danej chwili potrzebnych rzeczy, a to strata czasu i włączenie negatywnych emocji, czasem wręcz paniki.
Staram się aby ważne przedmioty miały stałe miejsce i były zgodnie z przyjętymi przeze mnie zasadami posegregowane. Oczywiście, nawet rzeczy nie są posłuszne, żyją własnym życiem, przemieszczają się. Nic nie jest na zawsze, więc od czasu do czasu trzeba ten nasz mająteczek dyscyplinować, by łatwiej żyć.
Bałagan przeważnie bierze się z nadmiaru ciuchów, butów, kosmetyków, książek, naczyń itp. Trzeba się tego pozbywać i robię to! Ale czy można to robić zgodnie ze sztywną zasadą: wyrzucam, daję to co mi niepotrzebne? A ile razy okazywało się że potrzebuję czegoś co w szale porządkowania wyrzuciłam lub podarowałam, bo miałam za dużo-a teraz już tego na rynku nie ma /gdzie znaleźć zielone czyszczące zakamarki ściereczki. Pochopność nie, ale trudność z rozstawaniem się z wszystkim "bo może się kiedyś przydać" sprawia, że rzeczy nas przytłaczają, utrudniają sensowny wybór. Ten wybór to ciągłe dywagacje: co zostawić, co i komu przekazać, co się lepiej na daną okazję nadaje itd. A to nie tylko zajmuje niepotrzebnie czas, ale czasem powoduje zniechęcenie i negatywną samoocenę, złość, że nie umiemy podjąć decyzji. To tylko szkic, konstruowany wyjściowo z nastawienie, że sprzątanie to syzyfowa praca, never ending story. Ale sprawa jest poważna, warta zastanowienia, bo na pewno ważne jest jak wykorzystujemy czas i jakie emocje temu towarzyszą: im lepsze, tym lepiej.

Joomla Template - by Joomlage.com