Uciekinierzy

Patrzyła i patrzyła i nie mogła w to uwierzyć.
- Tato ! Tato !  Płynie ku nam żaglowiec!
Wpadła do kuchni trzaskając po drodze z impetem drzwiami małego ganeczku.
- E…  Przecież tam jest łąka. Obudź się wreszcie, umyj buzię i siadaj do śniadania – mówił tata niespiesznie smarując kromkę humusem.
- Przestań, proszę przestań i uwierz mi!
Ciągnęła go i popychała ku wyjściu.
Za drzwiami otwierał się widok na zieloną łąkę i błękitne niebo rozdzielone czarną krechą widnokręgu na której lekko bujał się statek.
- Niebywałe !
Tatę opuściła jego „angielska flegma”.  Pędził do domu krzycząc :
- Gdzie jest lornetka dziadka ?
Wnętrza szuflad i półek w okamgnieniu zamieniły się w stos niepotrzebnych szpargałów.

Gorączkowo przerzucał przedmioty. Dziewczynka i pies plątali się pod nogami ale nie zwracał na nich uwagę. Powtarzał w kółko :
- To jest niezwykłe ! Co tam niezwykłe - po prostu niemożliwe!
- Jest !  Jednak jest !
Wydzierając sobie z rąk wojskową lornetką zawisnęli na drewnianej furtce.

To był rzeczywiście żaglowiec – olbrzymi. Płachty zszyte z pstrokatych, kawałków płótna leciutko napinał wiatr. Drewniana balustrada ograniczała pokład, na którym kłębił się tłum. Szybko spakowali kanapki, termos z herbatą, picie dla psa i ruszyli w drogę. Szli prosto przed siebie. Postacie stawały się coraz wyraźniejsze a statek ogromniał w ich oczach aż wreszcie znaleźli się parędziesiąt kroków od niego. Na jednym z masztów wisiała czarna, chyba piracka flaga z czaszką kościotrupa.
- Tak, to właśnie ta! – zakrzyknął do nich Piotruś Pan – zupełnie jakby słyszał ich myśli.
- To łajba Kapitana Haka i on też jest tu z nami, jak wiele innych postaci z bajek. Na łące rozkładali swoje wigwamy Apacze dzielnego Winnetou. Śpiąca Królewna radosna i wyspana z rozmachem rzucała zatrutym jabłkiem w lustro okrutnej Macochy. Pinokio, drewniany chłopiec strugał łuki dla Indian, a mała Calineczka w łupinie orzecha pływała w blaszanej misce z domu dzieci z Bullerbyn.
- Ojej!
Stali nieruchomo jak zaczarowani i patrzyli na postacie unoszące się z lekkością papierowych wycinanek.

Wtedy pojawił się przed nimi mały wytworny chłopiec
– To Mały Książę - szepnęła dziewczynka, a on wziął ją za rękę i poprowadził do grona niezwykłych towarzyszy.
- Jesteśmy uciekinierami z bajek - wyjaśnił. Dzieci nie czytają, tkwimy wśród zakurzonych kartek, nikt nas nie odwiedza, nie opowiada nam naszych historii. Zapomnieliśmy kim jesteśmy i po co nas tam umieszczono. Postanowiliśmy, że skoro tak, to uciekamy do waszego świata.
- A więc ruszyliśmy w podróż. Statek starego Haka ustawiliśmy na kołach i w drogę!
- A tu cisza, bezruch powietrza jak przed burzą. Oklapły żagle.
- Rozbijamy więc obozowisko, a was zapraszamy na bal. Wieczorem, kiedy zaczną grać świerszcze i księżyc wysrebrzy łąkę rozpoczniemy tańce.
- Tak, tak, niech żyje bal! Śpiewała radośnie dziewczynka wracając do domu. Niecierpliwie oczekiwała wieczora. Tymczasem na niebie zbierały się pękate i ciemne chmury. Zakryły widnokrąg z żaglowcem. Zanim zaszło słońce rozszalała się burza. Wichura zatrzaskiwała okna i drzwi, plątała firanki, deszcz bębnił po dachu. Najpierw siedzieli na kanapie przytuleni do siebie czekając a w końcu znużeni usnęli.
Obudził ich ranek. Wybiegli przed dom. Na ciemnej kresce oddzielającej niebo od ziemi już nie kołysał się statek, zniknął. Włożyli kalosze i razem z Tanią ruszyli łąką pod górę, tam gdzie wczoraj był jeszcze. Pies odnalazł ślady kół, które nagle się urwały a oni kartki z książek. Leżały na ziemi i unosiły się na wietrze.
-To bajki! - krzyknęła dziewczynka. Zbierała je z mokrej trawy i chwytała w powietrzu, a potem składała w opowieści, które czytali wieczorami.

 

Joomla Template - by Joomlage.com