060615 Farma daktyliOmańskie opowieści

Z wizytą u Mazena

 Jesteśmy zaproszeni do omańskiej rodziny mieszkających w Samail*. W programie tradycyjny, arabski obiad, zwiedzanie miasteczka i wizyta na plantacji daktyli.
Szanując tutejsze zwyczaje ubieram się „stosownie". Zakładam długie spodnie i bluzkę z rękawem. Jest godzina ósma rano. Patrzę na termometr + 38°C. Ciepło! A będzie jeszcze cieplej! Trudno, pocierpię. Przecież lubię ciepło i słońce?!
Jedziemy.
Droga wije się wśród gór, muzyczka gra, klimatyzacja szumi, zapowiada się ciekawy dzień.
Na miejscu przesiadamy się do samochodu Mazena i wyruszamy w „inny świat".
Nowa część Samail nie różni się niczym od innych, znanych mi miejscowości w Omanie.
Duże, białe domy, szkoła, szpital, sklepy, meczet - jak wszędzie. Rozumiemy, że gospodarz chce pochwalić się nowymi osiągnięciami, więc cierpliwie czekamy, aż pokaże to, co pozostało ze starego Samail.

I oto przed nami zabytkowa część miasta. Stare domki, maleńkie meczety, wspaniałe rzeźbione bramy. Wszystko schowane w cieniu tysięcy palm. Patrze i nie wierzę w to co widzę. Wjeżdżamy w uliczki tak wąskie, że niemożliwe jest wyminięcie się dwóch samochodów. Miejscami, aby przejechać, Mazen składa boczne lusterka.
A tu z naprzeciwka coś jedzie!!!
- Mazen! Uważaj! Hamuj!!!
Zamykam oczy i wstrzymuję oddech czekając na wielkie „bum!". Mazen na pełnym gazie, z uśmiechem na twarzy i zręcznością kaskadera, jakimś cudem mija nadjeżdżający samochód.
Uf, udało się!
- Spokojnie - kierowca śmieje się z mojego strachu - tu nigdy, nikt się nie zderza.
Kiedyś tymi wąskimi dróżkami jeździły osiołki ciągnące maleńkie wózki. Dróżki zostały te same, tylko pojazdy znacznie urosły.
Poznajemy jeszcze - moim zdaniem - duuużo sympatyczniejszy sposób na mijania się na tych wąziuchnych drogach. Przeważnie odbywa się to tak: jeden z pojazdów wjeżdża na chwilkę (ale tylko, dosłownie na chwilkę) na podwórko sąsiada. Wszyscy tu wszystkich znają, więc często ta „chwilka" zmienia się w długie chwile. Trzeba przecież przywitać się, pogadać, wypić herbatkę. Omańczycy są szalenie mili i gościnni. W taki oto prosty i zaskakujący sposób, w ciągu krótkiego czasu, zaprzyjaźniamy się z całą masą ludzi, którzy bez zbędnych ceregieli zapraszają nas do siebie. Cudownie!
Dookoła rosną palmy. Dziesiątki, setki, tysiące palm. Zanurzamy się w chłodnym cieniu, a nasz gospodarz opowiada o plantacji:
Daktylowiec jest jedną z najstarszych roślin jadalnych. Sądzi się, iż roślina została udomowiona 5000 - 6000 lat temu na Środkowym Wschodzie. Obecnie jest szeroko uprawiana w strefie tropikalnej.
Daktyle, to owalne owoce z pestką w środku. Skórka owocu jest złotożółta do brązowoczerwonej, pod nią znajduje się jasny, twardy miąższ. Są traktowane jako owoce deserowe, dodaje się je do ciast, spożywa jako przekąskę. W krajach arabskich owoce palmy daktylowej stanowią ważne źródło pożywienia. Arabowie twierdzą, że daktyle dostarczają tylu produktów, ile jest dni w roku. W regionach tych daktyle wykorzystuje się do wyrobu dżemów, octu, past oraz syropu zwanego miodem daktylowym. Zastępuje on cukier. Dojrzałe, miękkie daktyle są jadane na surowo lub po wysuszeniu, natomiast twarde tylko po wysuszeniu. Przetwarzane są także nasiona daktylowca, Miażdży się je i dodaje do paszy dla zwierząt. Drewno palmy daktylowej oraz liście służą jako materiał budowlany.
Tak jak i inne palmy, palmę daktylową można nacinać i uzyskać sok, z którego po procesie fermentacji otrzymuje się wino palmowe zwane toddy, a po destylacji wódkę.
Palma daktylowa ma kwiaty rozdzielnopłciowe, drobne, zebrane w wiechy lub kolby (na osobnych drzewach występują kwiaty męskie i żeńskie). Na około 50 drzew żeńskich, sadzi się zwykle tylko jeden egzemplarz męski, a liczbę owoców zwiększa się, sztucznie zapylając kwiaty. W tym celu, umieszcza się odcięte grona kwiatów męskich, między żeńskimi. Najwięcej owoców rośliny dają po 5 - 8 latach. Dorosły okaz wydaje 20 - 100 kg owoców w ciągu roku, dorasta do 25 m wysokości i dożywa często 100 lat.
Na plantacjach uwijają się pracownicy, doglądają drzew, zbierają owoce, oraz sprawdzają systemy kanałów – faludż- doprowadzających wodę z gór do każdej palmy. Deszcz w Omanie należy do rzadkości, ale wysoko w górach zawsze jest woda. Pomysłowi ludzie, dawniej z kamieni, gliny i piasku, dziś z betonu, budują kanały, którymi woda płynie w doliny. Najpierw są one dość szerokie, rozgałęziają się coraz bardziej, aby w końcu, niby naczynia krwionośne, zasilić każdą roślinę. Po drodze wodę wykorzystuje się do innych celów: do gotowania, do mycia, do prania, itp. Widziałam bardzo sprytnie zbudowane łaźnie z bieżącą wodą i kuchnie, przez które przepływa strumień.

Daktyle
No, ale z powrotem do tematu.
Docieramy do dużego, wygodnego domu Mazena, położonego w środku ogromnego ogrodu. Wśród palm szemrze przepływająca w faludżach woda. Gospodarz zaprasza nas do madżilisu, czyli męskiej części domostwa. W madżilisie nie ma żadnych mebli. Zamiast nich całą podłogę pokrywają grube, wełniane dywany. Zdejmujemy buty, myjemy ręce i siadamy po turecku. Na tym „rodzinnym" obiedzie jest nas tylko troje. Jest jeszcze matka Mazena, ale nie zasiądzie z nami do posiłku. Dziś, według zwyczaju, przypadła jej zupełnie inna rola.
Mazen przedstawia swoją mamę, która chcąc podkreślić jak ważnymi gośćmi jesteśmy dla jej syna, własnoręcznie przygotowała posiłek. Teraz odsyła służącą i sama podaje - tu man problem - do stołu? na dywan? Nieważne. Jedzenie jest pyszne! Wspaniały świeżo upieczony arabski chleb, doskonale przyprawiona jagnięcina, ryż, sałatki, owoce, no i oczywiście w różnej postaci daktyle - omańskie, najpyszniejsze te świeże.
Na kawę zastaję zaproszona do kobiecej części domu. Panowie wygodnie układają się na dywanach i zastają na męskie rozmowy. Cieszę się na te „babskie pogaduchy" i lecę jak na skrzydłach.

060615 Farma daktyli 22
W „babińcu" czeka na mnie żona Mazena, mama, kilka sióstr i całkiem spora gromadka dzieciaków. Siadamy na miękkich, wygodnych fotelach. W rogu pokoju stoi ogromny telewizor. Na podłodze oczywiście barwne dywany, ale są też krzesła, szafki, stoliki - normalny, wygodnie urządzony dom. Panuje gwar i ruch. Kobiety rozmawiają, śmieją się, dzieciaki rozrabiają, jednym słowem swobodna, rodzinna atmosfera. Jestem dla nich egzotyczną ciekawostką. Pierwszą białą kobietą, którą goszczą u siebie. Wypytują o nasze zwyczaje, jedzeniem, rodzinę. Wzajemnie zaspakajamy swoją ciekawość.
Dowiaduję się, że żona Mazena jest nauczycielką, jedna z sióstr to lekarka pracująca w szpitalu w Muscacie, inna wykłada na uczelni. To mądre i wykształcone kobiety, a mimo to, podczas całego naszego pobytu, według starego obyczaju, mężczyźni i kobiety pozostawały oddzielnie. Taki podział nie występuje, gdy co drugi tydzień, cała rodzina spotyka się na wspólnym obiedzie. A jest ich niemało. Sześć sióstr i ośmiu braci, wszyscy z żonami, z mężami i z dziećmi. Oj, jest dla kogo gotować. Do posiłku zasiada 50-60 osób. Dla nas jak wesele, a tu - obiadek.
Panie traktują mnie troszkę jak lalkę i ubierają w przepiękny strój omański. Przynoszą też ślubne złoto pani domu (chyba z kilogram), które koniecznie, ale to naprawdę koniecznie, muszę założyć. Omański strój to długie spodnie, tunika za kolana i szal zakrywający włosy. Wszystko bardzo kolorowe i bogato haftowane w zawiłe drobniuteńkie wzory. Ja mam na sobie wyszywany złotymi nićmi strój w kolorach turkusowo-zielono-fioletowym. Jak się dowiaduje, jest to jeden ze ślubnych zestawów ubrań, żony Mazena. Pani młoda powinna mięć ich kilka, aby codziennie w innym, przez parę dni po ślubie, przyjmować gości. W międzyczasie wypijam niezliczoną ilość kawek i herbatek, próbuję ciastka i czekoladki, bawię się z dziećmi, wypytuje, mówię, ale głównie słucham, słucham.
Zostaję zaproszona na wesele jednej z sióstr i przeszkolona jak upiec omański chlebek, cienki jak bibułka i smaczny jak wafelek. Na koniec dostaję prezent – pierścionek zdobiony w arabskie arabeski.
Czas płynie nam ciekawie i szybko. Niestety, dzwoni telefon i panowie przekazują, że wizyta dobiegła końca i że czekają na mnie w ogrodzie. Z żalem zdejmuję przepiękny, kolorowy strój, żegnam się z przemiłymi Omankami, z ich dziećmi i z gościnnym domem. Odprowadza mnie mama Mazena. Reszta kobiet pozostaje w „babińcu". Jeszcze chwilka rozmowy z gospodarzem - widzę jak dziewczyny ciekawie zerkają przez firanki w oknie - i wracamy do domu. Po drodze planujemy, jak my im „pokażemy Polskę" kiedy przyjadą do nas do Muscatu.
To był przedziwny dzień. Niby byliśmy tam razem, ale każde z nas ma zupełnie inne wspomnienia.

070224 Oman Dorota i Gienek 37

           Nowe Samail niczym nie różni się od innych omańskich miast

070224 Oman Dorota i Gienek 20

 Stare budynki przeplatają się z nowymi

P2130166

 Meczet wśród palm

060615 Farma daktyli 07

Dalszy ciąg wycieczki

060615 Farma daktyli 03

 Spacer po plantacji

060615 Farma daktyli 02

Palmowe drzewa podlewane są wodą spływającą z gór

060615 Farma daktyli 08

 Ruiny starego domu z glinianych, ręcznie robionych cegieł. Na zdjęciu ściana z "szafami"

060615 Farma daktyli 13

Zimowy dom Mazena

060615 Farma daktyli 20

Kiedyś dookoła miasta wybudowano twierdze, forty i wieże strażnicze

DSC 3870

Kobieta niosąca pranie

DSC 8532

Faludż 

DSC 8551

Faludże wijące się wśród gór

P2070491

Mężczyzna sprzedający odcięte grona męskich kwiatów

P2070495

Uliczny sprzedawca trawy przeznaczonej dla kóz

P2130207

Chłopcy idący do szkoły

060615 Farma daktyli 27

Autorka z matką Mazena

*Samail – miast leżące w północnym Omanie, w prowincji Ad-Dachilijja. Ze wszystkich stron otaczają go góry Hajar. Miasto leży w Wadi (dolina) Samail. Wadi Samail uważane jest za największe w Omanie.
Dzięki swemu położeniu Samail stało się centrum turystycznym dla ludzi ze środkowego i południowego Omanu.
Historia miasta sięga czasów przedislamskich. Tu również zamieszkał pierwszy muzułmanin w Omanie - Mazin Bin Ghadouba i zbudował pierwszy meczet. Jego fundamenty do dnia dzisiejszego stanowią podstawę najstarszej tego typu budowli w Omanie. Dookoła znajduje się wiele twierdz, fortów i wież strażniczych. ( Samail Hosn, Bait Al Khubar, Al Shahbaa Fort). Miasto znane jest także z najcieplejszych nocy na świecie.
Samail słynie również z uprawy palm daktylowych. Palmowe gaje zajmują większość jego powierzchni. Mężczyźni znajdują zajęcie przy uprawie i przetwórstwie daktyli a kobiety zajmują się tradycyjnym tkactwem.

 

 

  

 

 

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

Joomla Template - by Joomlage.com