aa

Listy do pana Antoniego

Grecja - Olimpia

           Dziś panie Antoni byliśmy w Olimpii. Ileż tu historii, ileż opowieści, ileż faktów i mitów. To ciągle jeszcze teren nie do końca odkryty, nie całkiem zbadany. Co tu dużo mówić, w Grecji wystarczy wbić łopatę w ziemię i zaraz trafi się na zabytek. Dlatego trzeba tę łopatę wbijać bardzo ostrożnie, z zegarmistrzowską wręcz precyzją, żeby przez przypadek nie odłupać nosa jakiejś nieprawdopodobnie pięknej bogini.

Co tam łopata, tu strach przysiąść na kamieniu przy drodze, bo może się okazać, że właśnie na nim siedział Fidiasz i rozmyślał o swoich dziełach.

Według prognozy pogoda miała być murowana - słońce, błękit, cukierek - nic tylko zwiedzać. Założyliśmy krótkie gatki, cienkie koszuli, kupiliśmy bilety i wyruszyliśmy - w przeszłość.
Początek był jak z katalogu. Po chwili jednak, gdzieś tam za plecami, pojawiły się ciemne refleksy, które w krótkim czasie przerodziły się w czarne chmury. Zwiedzanie kończyliśmy w strugach deszczu.
Ale dość o pogodzie, bo pewnie jesteś pan ciekawy tej Olimpii, tych zabytków i tych bogów.

Zrób pan sobie herbatkę lub weź kieliszek wina, usiądź wygodnie, bo i do opowiedzenia i do pokazania mam bardzo dużo. Już? No to do dzieła.
Olimpia już około XII w. p.n.e. była ośrodkiem kultu Zeusa, a od 776 roku p.n.e. miejscem igrzysk olimpijskich.
Jaka szkoda, że głupota ludzka (w 426 roku Teodozjusz III rozkazał zniszczyć miasto) i liczne kataklizmy zniweczyły i przykryły kilkumetrową warstwą ziemi to, co pozostało z Olimpii. Z czasem zaginął po niej wszelki ślad i przez całe wieki nikt nie wiedział, gdzie jej szukać.
Richard ChI trwałaby tak w zapomnieniu do dziś, gdyby nie pewien dociekliwy antykwariusz - Richard Chandler.
- Patrz pan, panie Antoni, tylu ludzi szukało - historycy, archeolodzy, specjaliści, a znalazł antykwariusz.
Przez całe lata chodził sobie ten Richard na siódmą rano do antykwariatu. Siedział wśród zakurzonych półek i z nudów czytał wszystko, co mu do ręki wpadło. No bo co innego miał robić wśród tych ksiąg, woluminów i dokumentów?
Pewnego dnia, wróciwszy do domu, usiadł przed kominkiem i powiedział do żony:
- Kochanie, czasami w pracy - jak akurat nie mam co robić - siedzę, czytam i kombinuję.
Rozłożył mapę i dziobnął palcem w jakieś zapomniane przez Boga i ludzi miejsce:
– Na mojego nosa tu właśnie jest Olimpia. Pojadę do Grecji. Pozwiedzam, a przy okazji znajdę Olimpię i utrę nosa tym wszystkim mądralom.
I pojechał.
I znalazł.
I odkopał.
Bo liczy się pasję. Pasja, wiedza i szczęście.
On miał szczęście, a my deszcz.

Curtius Olympia 2 t 01

 Olimpia w czasach Richarda Chandler

 

Ale puki co deszczu nie ma, więc z ogromną ciekawością wędrujemy jego śladami.
Zwiedzanie zaczęliśmy od Gimnazjonu.
Bo widzisz pan, panie Antoni, oni w tej starożytności na sport stawiali, przez co brzuchów nie mieli, tylko piękne, gibkie i prężne ciała – no może nie wszyscy, ale większość. W tym Gimnazjonie młodzi ludzie muskulaturę budowali. Tyle, że bez sterydów i innych dopalaczy. Sama ekologia.
Kult męskiego ciała wtedy obowiązywał, a dzisiaj – o zgrozo - boginiami są anorektyczne modelki. Nie mieli wtedy tych wszystkich dzisiejszych wynalazków, tych telewizorów, tych komputerów i smartfonów, więc w wolnym czasie za piłką ganiali. Dzisiaj młody człowiek słuchawki na łeb wciśnie, jakieś bombonienie włączy, przed ekranem siądzie i szczęśliwy. A ciało mdłe i mięśnie w zaniku.

 

DSC 6283

Tyle pozostało z Gimnazjonu w Olimpii

 

Gimnazjon to była cała instytucja. Zbudowany był na planie prostokąta. W środku umieszczono boiska, bieżnie i place. Ćwiczono na nich zapasy, biegi, grę w piłkę i wszelkiego rodzaju walki.

Dookoła znajdowały się sale z zawieszonymi workami piasku do nauki zadawania ciosów, sale do masaży, do nacierania oliwą i łaźnie.

Było to równocześnie miejsce nauki i poszerzania horyzontów. Stąd aule wykładowe i sale do prowadzenia dyskusji.
Z Gimnazjonu w Olimpii nie pozostało wiele, ale ocalał stadion, na którym najlepsi sportowcy z całej Grecji walczyli o wieńce laurowe. Stadion ma 212, 54 metrów długości i 30 - 34 metrów szerokość. Otoczony jest trybunami.

 

DSC04120

Brama wejściowa na stadion


Jakie tam musiały panować emocje, jaka walka i jaka polityka. Podobno rozemocjonowani wielogodzinnym widowiskiem widzowie zapominali o jedzeniu i piciu, co w tym klimacie niejednokrotnie kończyło się śmiercią. A przecież mieli zapewnioną wodę. Wystarczyło zaczerpnąć ją ze specjalnie do tego celu zrobionego kanału, opasującego boisko. A oni jak w amoku, bezrozumnie i bez opamiętania. Ale i tak mieli dobrze, bo kiboli jeszcze nie było.
Pierwsze igrzyska odbyły się w 776 roku p.n.e. i obejmowały jedną jedyną dyscyplinę – bieg na odległość jednego stadionu. Kolejne organizowano co cztery lata.

 DSC04116

 Stadion. Na środku bloczek startowy do biegów, po bokach trawiaste trybuny. Z boku widać fragmenty kanału z wodą pitną

 

Piękną sprawą, panie Antoni, była instytucja „świętego pokoju”.
Tylko nie pomyl pan świetego spokoju ze „świętym pokojem”. Bo widzisz pan, święty spokój to ja mam, kiedy na spacer idę i telefon wyłączę. A ten „święty pokój” ogłaszany był w czasie trwania olimpiady i to na cały miesiąc. Cudna sprawa. Zwłaszcza, że olimpiada trwała góra trzy dni, a pokój trzydzieści. Zawieszano wtedy wszystkie wojny i waśnie, a do Olimpii zjeżdżali się władcy, przywódcy i polityce. Tu właśnie, mając święty spokój i „święty pokój”, mogli spokojnie porozmawiać, uzgodnić poglądy, zawrzeć przyjaźnie i przymierza – jednym słowem polityka przez sport.
W VII wieku p.n.e. zwiększono liczbę dyscyplin. Dodano biegi długodystansowe, zapasy, boks, wyścigi konne i wyścigi rydwanów. Olimpia rozkwitła i stała się ośrodkiem religijnym.
Patrz pan, panie Antoni, tyle wieków, wojen, kataklizmów, a my wciąż co cztery lata mamy olimpiady. Tylko rydwanów już nie ma, za to chcą nam wprowadzić wygibasy na rurze. Ciekawe, co na to powiedzieliby starożytni?

zeus3Ale dość o sporcie, posłuchaj pan o Fidiaszu.
Otóż ten Fidiasz był najwybitniejszym rzeźbiarzem okresu starożytnego klasycyzmu. Tworzył prawdziwe cuda, a jego posąg Zeusa zaliczany jest do Siedmiu Cudów Świata.

 

Siedem cudów Świata: Posąg Zeusa w Olimpii, Świątynie Artemidy w Efezie, Mauzoleum w Helikarnasie, Posąg Heliosa na wyspie Rodos (Kolos Rodyjski), Latarnia Morska na wyspie Faros, Piramida Cheopsa (lub ogólnie piramidy) i Wiszące Ogrody w Babilonie (Ogrody Semiramidy).
Do naszych czasów przetrwały jedynie piramidy.

 

Z tą listą cudów bywało różnie. Zmieniała się ona w zależności od czasu i miejsca. Pierwsza powstała prawdopodobnie w III wieku p.n.e. A potem tworzono kolejne, i kolejne, i kolejne...
Ale na każdej z nich znajdował się posąg Zeusa z Olimpii.zeus7
Zapytasz pan pewnie, panie Antoni, dlaczego tych cudów było siedem. To taka sprawa trochę marketingowo - reklamowa. No bo jeśli we wszystkich kulturach siódemka była uznawana za cyfrę magiczną, to dlaczego tego nie wykorzystać? W dodatku trudno było spośród mnogości wybitnych dzieł wybrać jedno lub trzy, a lista z kilkunastoma pozycjami była zbyt długa, nudna i jakaś taka mało ważna. A siedem było w sam raz.
Masz pan teraz jasność co do cudów, a ja wracam do Fidiasza i Zeusa.
Wyobraź pan sobie, panie Antoni taką scenkę:
- Siedzi sobie Fidiasz na progu domu, moczy nogi w zimnej wodzie, bo upał okrutny, popija winko ze swojego ulubionego kubka i patrzy na oliwki, co to je sobie posadził piętnaście lat temu. Siedzi i dusza mu się raduje, bo przecież już lada-moment-za-jakieś-pięć-latek będzie miał pełny zbiór. Siedzi i czeka. No bo co ma robić? Właśnie stracił intratną posadkę w ateńskim Akropolu, gdzie robił gigantyczną rzeźbę Ateny. A wszystko przez DSC04103zazdrość i politykę. Oskarżono go o bezbożność oraz kradzież złota i kości słoniowej przeznaczonej na posąg.
Ludzie, jaką bezbożność? Przecież nie miał akurat nikogo innego pod ręką, jak rzeźbił tę tarczę dla Ateny. Model był mu potrzebny od zaraz, a wszyscy na piwo poszli. No to spojrzał w lustro i tak jakoś samego siebie machnął. A teraz wszyscy, że bezbożny?
Tu rozżalony Fidiasz huknął pięścią w stół, aż mu się wino rozlało i krzyknął:
- To pomówienia wyssane z palca, bo przecież ja uczciwy jestem aż do bólu. Wszytko to podłość, kłamstwa i zawiść!
Siedzi i aż go skręca ze złości.
- A może straciłem tę robotę przez przyjaźń z Peryklesem? Ale przecież ja w politykę się nie bawię, ja genialny artysta jestem, a nie jakieś byle co.
Popijając chłodne winko z nudów skrobie na kubku swoje imię –  Fidiasz 

Nie znosi, jak ktoś mu z jego kubka podpija.

I siedziałby tak i rozpamiętywał tę swoją niedolę przez nie wiadomo ile lat, gdyby nie posłańcy z Olimpii. Przysiedli się do niego i mówią:

- Słuchaj no pan, panie Fidiasz. Jest robota dla ciebie. W Olimpii budujemy świątynię Zeusa i Zeus jakiś by nam się przydał. Weź no pan dłutka i posąg dla nas machnij. Tylko niech to będzie jakiś siódmy cud świata, a jeszcze lepiej pierwszy.
Fidiasz wyjął nogi z wody i tęsknie spojrzał na oliwki, które to lada-moment-za-pięć-lat miały dać mu multum owoców.
- A niech tam – powiedział – biorę tę posadę, bo co tak będę siedział i czekał. Za te pięć lat to ja z dziesięć Zeusów machnę.
Zapakował amforkę z winem, dłutka i kubek, co go sobie właśnie podpisał i pojechał.
Zeus wyszedł mu nadspodziewanie pięknie. Żeby zagrać na nosie tym padalcom w Atenach, zrobił go wyższego od Ateny(ponad 13 m.) Taka drobna zemsta – a cieszy.
Do tej pory Zeus przedstawiany był jako bóg mściwy i okrutny. Fidiasz wymyślił sobie, że ten jego będzie dobry, mądry i niewzbudzający lęku. Żeby spotęgować wrażenie boskości, wykopał w świątyni basen (6,5m²), wyłożył go ciemnym wapieniem i wypełnił olejem. Zeus odbijał się w nim jak w zwierciadle, robiąc na maluczkich piorunujące wrażenie.
Przez osiemset lat ludzie mogli podziwiać tę wspaniałą rzeźbę - a potem Zeus spłonął.

 

 

zeus5

Tak prawdopodobnie wygladał Zeus Olimpijski

 

No dobrze, zapytasz pan, ale dlaczego zaraz cud? Przecież w tamtych czasach prawie w każdym kącie stała rzeźba lub inny monument. Dlaczego akurat ta zasługiwała na miano cudu?
Najlepiej przeczytaj pan sobie, panie Antoni, co na temat Zeusa Olimpijskiego napisał Pauzaniasz, a zrozumiesz, dlaczego tak się stało.

 

Bóg siedzi na tronie, wykonany ze złota i z kości słoniowej. Na jego głowie spoczywa wieniec z gałązek oliwki. W prawej dłoni trzyma Nike; ona także z kości słoniowej i ze złota. Nike ma w ręku przepaskę zwycięstwa, na głowie wieniec. Bóg w lewej dłoni dzierży berło ozdobione wszelkimi metalami. Ptakiem siedzącym na berle jest orzeł. Ze złota są również sandały boga i płaszcz. Na płaszczu są wyrzeźbione postaci zwierzęce, spośród kwiatów lilie.

Pauzaniasz, Wędrówka po Helladzie V 11,1
tłum. Janina Niemirska-Pliszczyńska

Tron mieni się od złota i drogich kamieni, hebanu i kości słoniowej. Wykonane są na nim postacie zwierzęce albo jako malowidła, albo jako płaskorzeźby. Są cztery posągi Nike, w postawie tanecznic, przy każdej nodze tronu. Dwie inne u kostek nóg Zeusa. Przy obu przednich nogach tronu leżą chłopcy tebańscy, których porwały Sfinksy. A pod sfinksami Apollo i Artemis zabijają strzałami z łuku dzieci Niobe.

Pauzaniasz, Wędrówka po Helladzie V 11,2
tłum. Janina Niemirska-Pliszczyńska

Pauzaniasz – grecki geograf, autor dzieła Wędrówki po Helladzie w 10 księgach, w którym zawarł relację ze swoich licznych podróży, opisując poszczególne krainy i zabytki Grecji.

 

Nie wątpisz pan teraz, że cud to był nad cudami.
Ale tak swoją drogą panie Antoni, to niezły numer był z tego Zeusa. W dzisiejszych czasach z kryminału by nie wyszedł, a wtedy był BOGIEM. I to jednym z najpotężniejszych na Olimpie.
A powodów, za które miałby trafić za kratki, było bezliku.
Po pierwsze – miał całe tabuny kochanek, kochanków i nieślubnych dzieci– nie wiem, jaki na to jest paragraf, ale na miejscu jego żony pokazałabym mu, gdzie raki zimują, a może nawet głowę obcięła, tyle że nieśmiertelny był i z tym obcięciem mogłabym mieć trudności.zeus17
Po drugie – zjadał swoje dzieci. I to nie z głodu, tylko ze strachu, że mu władzę odbiorą. Wyobrażasz to sobie? Bóg dzieciobójca. Jak nic dożywocie. Na szczęście dzieciaki też były nieśmiertelne. Wymościły sobie w brzuchu Zeusa wygodne lokum, a kiedy dorosły, mamusia podała tatusiowi coś na wymioty i w ten sposób wyskoczyły na wolność. Cud boski.
Po trzecie – ciskał piorunami w ludzi i straszliwie karał wszystkich, którzy mu podpadli. Tyle tylko, że podobno sprawiedliwy był i uosabiał najwyższe zasady rządzenia Wszechświatem.
I co pan na to, panie Antoni? Jak się w tym świetle podoba panu Zeusa i Olimp?
Bo działo się tam, działo, działo na tym Olimpie. Ciekawe, jakie „zioło” dodawali do sałatek boscy kucharze? Co wdychali, paląc „wonne kadzidła” i z czego była „ambrozja”, co to im nieśmiertelność i wieczną młodość dawała? Ciekawe.

Zapomniałabym powiedzieć, że istnieje niezbity dowód na to, że Fidiasz był autorem Zeusa. Dowód niezwykły, dowód zakrawający na cud.
I znowu odwołuje się panie Antoni, do pana wyobraźni:
Kiedy Fidiasz skończył swoje dzieło, usiadł w pracowni na zydelku, otarł pot z czoła, nalał sobie z amforki wybornego winka i oddał się marzeniom. Kombinował zapewne, jakie kolejne dzieła stworzy. Amforka powoli się opróżniała, a jego ogarniało słodkie lenistwo.
Wtem z hukiem otworzyły się drzwi i wbiegł kuzyn z ważną nowiną.
- Wujku - zawołał – wujku! Zbieraj się szybciorem, bo twoje oliwki, co to je dwadzieścia lat temu posadziłeś, lada dzień dojrzeją i oliwę trzeba wyciskać!
Fidiasz momentalnie otrzeźwiał, cisnął kubek za siebie i tyle go widzieli.
I właśnie ten kubek z napisem Fidiasz  znaleziono w Olimpii.

Ten kubek, według mnie, panie Antoni, to taki złośliwy chichot historii.
Fidiasz był geniuszem. Stworzył dzieła niezwykłe, dzieła na miarę cudów świata. Niestety, nie przetrwał żaden oryginał z jego prac. Znamy je dzięki antycznym opisom i zachowanym rzymskim adaptacjom i kopiom. A do naszych czasów przetrwały fragmenty kubka z wyskrobanym napisem - Fidiasz - chichot losu.

Krążymy po Olimpii, oglądamy pozostałości budowli, niezliczone kawałki kolumn, świątyń i ołtarzy.
Zatrzymujemy się w miejscu, gdzie od 1936 roku zapalany jest znicz olimpijski. Szkoda tylko, że tradycja „świętego pokoju” przepadła.

 

DSC04110

W tym miejscu co cztery lata zapalany jest ogień olimpijski

 

DSC04114

Od 1936 roku płomień olimpijski na igrzyska letnie zapalany jest za pomocą promieni słonecznych skupionych przez paraboliczne zwierciadło na stadionie w Olimpii. Stamtąd przenoszony jest przez olimpijską sztafetę do miejsca rozgrywania igrzysk w danym roku]. Zwyczaj ten został zapoczątkowany przed Letnimi Igrzyskami Olimpijskimi w Berlinie w 1936 roku z inicjatywy niemieckiego działacza sportowego Carla Diema

 

Zrywa się wiatr i rozpętuje ulewa. Niczym starożytni sportowcy biegniemy do muzeum. A dystans do przebiegnięcia mamy spory. Prawie maraton. Kiedy dobiegamy do celu, ociekamy wodą. Obsługa niechętnie patrzy na nasze chlupocące buty, ale zaciska zęby i proponuje duże ilości ręczników jednorazowych. Chętnie korzystamy i robimy z nich suchą warstwę pod mokrymi koszulkami. Jest cieplej.
Gdybym miała opisać te wszystkie wspaniałości, które zgromadzono w muzeum, to siedziałbyś pan nad tym listem do białego rana. Może więc lepiej obejrzyj pan zdjęcia, bo to i ładniejsze i ciekawsze niż to całe moje bajanie.

A ja winka grzanego się napiję, coby jakiegoś zagranicznego kataru po tym prysznicu z nieba nie dostać.
Jutro jedziemy do Mistry. Chodzenia tam ponoć multum, więc w formie muszę być wręcz olimpijskiej.
Bądź pan zdrów, panie Antoni.
Jola

 muzeum

Rzeźby ze Świątyni Zeusa

 

 Hermes Praksytelesa

Hermes. Najpiękniejsza rzeźba w muzeum w Olimpii

 

muzeum1ge

Spójrzcie na te wszystkie fałdki, zakładki i zagięcia materiału. Na te ozdoby, wyszywania, zapinki. A wszystko w marmurze. Perfekcja.

 

DSC04128 kopiaWydaje się, że Hellenika za chwilkę oderwie się od ziemi i poszybuje

Wydaje się, że czuć we włosach wiatr, który rozwiewa szaty Helleniki 

 

A tu  link do ciekawego artykułu sportowcach i olimpiadach:

https://nieopiniowanie/Leonidas-z-rodos-rekordzista-olimpijski-niepokonany-przez-ponad-2000-lat-6126039835142273a

 

Joomla Template - by Joomlage.com