PZPRAbsurdy PRLu. Opowieść prawdziwa

     Gęś ma zawsze przechlapane. Kłopoty lgną do niej jak muchy do miodu. Rozmaite perturbacje mają idealne warunki do egzystencji. Prawo Murphiego szaleje. Bo to jej właśnie zdarza się to, co ma tylko na to minimalne szanse...Choćby w konfrontacji MY - ONI...
"ONI" to prawdziwa elita była. Także intelektualna. "Ż e b y m m i o ł w i e n c y": to cytat z uzasadnienia prośby o podwyżkę , skierowanej do dyrekcji firmy przez I sekretarza KZ PZPR tow.M. "Pochylanie" się nad obywatelem codzienną troską ich było. Oczywiście lepiej żeby się nie pochylali, bo o mycie zębów, przynajmniej niektórych z nich trudno było podejrzewać.


Tak wiec pewnego poranka, wtorek to był chyba, członek elity towarzysz B., odpowiedzialny za rekrutację w "szeregi", zapytał grzecznie:
Pani Zosiu, czy chciała by Pani wstąpić w szeregi naszej partii? Pani kandydatura padła na plenum!!
Była pod wrażeniem. Pomyślała: nie udźwignę...Odpowiedziała grzecznie, że na razie ideologia nie jest jej tak bliska jak należy i musi dojrzeć. Wtedy się zgłosi.
Tu niestety był koniec uprzejmości...
Z relacji tow.B. z przebiegu rekrutacji Pani Zosi wynikało, że ideologia obowiązująca, a jedynie słuszna jej nie odpowiada absolutnie!! Towarzysze z byli zbulwersowani i zgodnie uznali, że TAKA osoba nie może dłużej pracować na prestiżowym i strategicznym stanowisku referenta w Dziale Kadr i należy ją wyrzucić, a ostatecznie przenieść na produkcję np. No i oczywiście odebrać mieszkanie, tzw zetemesowskie.
Blok był już prawie gotowy. Napis na ostatnim piętrze, wzdłuż 5 klatkowego bloku : "Młodzież zawsze z Partią" bił po oczach z odległości kilkudziesięciu metrów...

 

Joomla Template - by Joomlage.com