Lustro

W moim rodzinnym domu nie było lustra. No, może niewielkie prostokątne, wiszące na ścianie nad umywalką w kuchni, w kąciku. Pewnie przed nim golił się tata. Było jeszcze jedno, z podpórką, zamykane w drewnianej kasetce ozdobionej Janosikiem.
A przecież mieszkały tam cztery kobiety. Dwie małe, to znaczy ja z siostrą i mama ze swoją kuzynką Władzią,
W szafie wisiały nienoszone, żorżetowe suknie mamy i pelisa podbita futrem.
Na zachowanych z czasów młodości fotografiach ona sama jest drobną postacią w białym prochowcu i fantazyjnie przekrzywionym berecie na małej czarnej główce.


Kiedyś usłyszałam od nieznajomej pani :
- Twoja mama to była dopiero elegantka! Po buciki jeździła do Krakowa i kupowała tylko u szewca na Sławkowskiej.
Nie znałam jej takiej.
Którejś wiosny, przed Wielkanocą, namówiłam tatę i kupiliśmy dla niej na wpół przeźroczystą fiołkową bluzkę z riuszkami. Chyba nie włożyła jej nigdy.
Najpierw wojna, a potem wieś pochłonęły jej kobiecość.
W naszym domu kobieta była człowiekiem.
Najwspanialsza damska zabawka lusterko, nie znajdowało zastosowania.
Dzięki temu miałam dość mgliste pojęcie o swoim wyglądzie. Zresztą w bajkach były dwie kategorie kobiet. Wiedźmy i królewny.
To i pozycja córki kierownika wiejskiej szkoły dawały mi przewagę.
Z czasem wymyśliłam, że najważniejsze jest stworzenie postaci i jej charakter. Kolory, paski , kratki, upięte czy rozpuszczone włosy, to nie miało znaczenia.
I tak już zostało. Przyglądam się sobie zawsze trochę niepewna i trochę zawiedziona.
Nie mam do dzisiaj lustra, w którym widziałabym całą swoją postać. Kiedy chcę to zrobić, biorę niewielki worek ze śmieciami i wsiadam do windy. Cztery piętra tam i z powrotem wystarczają na dokładne obejrzenie się z każdej strony.


Ania Marek

Joomla Template - by Joomlage.com