Kolacja już czeka...

Maria siedziała na niskim stołeczku i obierała ziemniaki. Do kuchni wszedł Józef.
- Marynko, obierz dużo więcej!
- Co się stało? - zapytała.
- Poszłem zobaczyć, czy już można sprzątnąć kukurydzę. Chodziłem po polu, nagle wydało mi się, że słyszę kaszel. Rozchyliłem łodygi i... zobaczyłem dziecko! To była dziewczynka, pięcio, może siedmioletnia. Była brudna, jadła surową kukurydzę. Płakała, strasznie się mnie bała!
-  I co zrobiłeś?
-  Położyłem koło niej parę jabłek i gruszek. A i miętówki, dobrze, że miałem w kieszeni. Pokazałem jej zegarek, potem na palcach siedem i że tam przyjdę. No i ugotuj matka sporo ziemniaków i dobrze okraś. I zaparz herbaty. Pójdę tam o siódmej i zostawię w tym samym miejscu.
-  Masz rację stary. Trza ludziom pomóc.



    W nocy Maria rozmyślała o tym, jak przed laty przeprawili się z Józkiem przez Bug i tułali się po lasach, zanim spotkali babkę Kozubową, która wzięła ich pod swój dach i zostali z nią na zawsze. Zapisała im ten skromny domek, nauczyła znajomości ziół, tu odchowali synów. Synowie wyjechali w świat i nieczęsto się odzywali.

-  Stary, co ty się tak wiercisz, spać nie możesz?
-  A nie mogę Marynko, nie mogę. Tam już blisko zera, a oni śpią na ziemi. Żebyś ty widziała tą malutką, jaka ona ładna
-  Dobry z ciebie człowiek Józiu. To wstajemy? Zaniesiesz im znowu co ciepłego, o może zrobię zacierkę?
-  Czy myślisz o tym co ja? 
-  Tak Marynko. Nie można ich tak zostawić.

O siódmej rano puste naczynia były na miejscu. Józef postawił posiłek. Zza krzaków wyszedł mężczyzna. Ukłonił się i podziękował gestem. Józef gestami zapytał, ile jest osób. Czworo - dowiedział się. Pokazał, że o siódmej będzie i że zabierze ich ze sobą.

Przez cały dzień Józef i Maria przygotowywali się do przyjęcia uciekinierów. Mieli bardzo skromne warunki; kuchnię, jeden pokój, małą łazienkę i spiżarkę. Grzali na blasze wodę na kąpiel, Maria wyjmowała pościel i ręczniki, rozpakowała wreszcie paczki z bielizną, szlafrokiem, które dostała od synów, gotowała. Oddali gościom do dyspozycji pokój, przecież i tak spali na łóżku w kuchni.

     Kiedy zapadł zmierzch, Józef poszedł na umówione miejsce. Stali, dygocząc z zimna.  Skinął na nich. Malutka ufnie podała mu rękę, choć rodzice ją strofowali. W milczeniu doszli do domu. Marynka zobaczyła starszą i młodszą kobietę i przystojnego mężczyznę. Dziewczynka nie opuszczała Józefa. 

     Starsza kobieta podeszła do Marii, skłoniła się i wykonała gest, jakby chciała przed nią uklęknąć.
- Pani, no coś pani...
Maria objęła kobietę, obie wzruszone trwały tak przez chwilę.
- Proszę, prosimy w nasze skromne progi, powiedziała.

     Weszli do pokoju, młoda kobieta słaniała się na nogach. Mężczyzna pomógł jej położyć się na kanapie, uspokajał ją, pogłaskał po brzuchu.
- Ona jest przy nadziei, spostrzegł Józef. Matka, parz zioła na wzmocnienie i uspokojenie, a szybko. Ja naleję wody do wanny, niech się rozgrzeją i przebiorą.

Rozmawiali w kuchni, nakrywając do kolacji.
-  No popatrz Józiu, matkę ze sobą wzięli na taką poniewierkę.
 -  Nie wiedzieli co ich spotka, myśleli pewnie, że lepiej trafią.
 -  A on pokazywał, że jest doktorem i że ma brata w Germanii.
 -  Tylko co dalej, Marynko?
 -  My już więcej nie poradzimy Józiu. Pojedziesz jutro do Hajnówki do pana Karolka. On już będzie wiedział, co zrobić. Pamiętasz, ilu Białorusinom pomógł ... dogada się z nimi. Ma telefon, to zadzwoni do tego brata, pomogą. Nigdy u nas w chałupie doktora nie było, a teraz jest … jakie to życie dziwne ...
 -  A widziałaś jaka ta malutka śliczniutka?
 -  Oj stary, stary, trafiła ci się wreszcie wnuczka, co?
-  To co Maryniu, gotowe?

Zapukali i weszli do pokoju. Na kanapie leżała młoda kobieta z wtuloną w nią dziewczynką. Starsza kobieta drzemała na rozłożonej amerykance, a mężczyzna położył się na podłodze. Odpoczywali.
Maria przypomniała sobie, jak w młodości usługiwała u pani dziedziczki i tak, jak ona niegdyś:
Prosimy, kolacja już czeka*) 

Bogusława Klimek

Joomla Template - by Joomlage.com