imagesPieniądze

   Czy pieniądze dają szczęście? Pieniądze szczęścia nie dają. Łączenie słowa pieniądze ze słowem szczęście jest z założenia błędne; to dwie zupełnie różne kategorie.
Pecunia non olet- zgadzam się.
Lepiej mieć, niż nie mieć - zgadzam się.
Jednak szczęście oznacza dla mnie błogostan w każdej dziedzinie egzystancji. Udane, ciekawe życie, możliwość spełniania marzeń, realizację pasji, poczucie bezpieczeństwa, stabilizację, zdrowie, spokój.

Mądre przysłowie powiada: "Lepiej być pięknym, zdrowym i bogatym, niż brzydkim, chorym i ubogim". Znam jednak tych pierwszych bardzo nieszczęśliwych.

ZDARZYŁO SIĘ

Dwa ciała. Dwie dusze. Odnalezione we Wszechświecie. Sobie przeznaczone? Z pewnością. Dwie połówki jabłka.
Czy wierzycie w to? Ja wierzę. Młodzi, piękni pięknem młodości. Zakochani, spragnieni, nienasyceni. Złączeni nie do podzielenia. O wschodzie, o zachodzie, w środku nocy. W lesie, na wydmach, w wodzie. Na łące pachnącej latem i pod rozgwieżdżonym niebem. I gdzie jeszcze? Nieważne. I karmiąc się jak zgłodniałe pisklęta.

Potajemnie i jawnie. Bez wyuzdania, choć pięknie i odważnie. Z przelewającej się w nich miłości. Byle sycić się sobą. Do zaspokojenia, ukojenia, spełnienia. I wciąż od nowa. Jakby wrzał w nich wulkan. Na przekór wszystkiemu. Czy ktoś słyszał o spełnieniu przy pocałunkach?

Ciągła bliskość dająca schronienie przed światem. Atawistyczna potrzeba siebie. Zasypianie w małpim uścisku. I namiętne słowa, że zawsze, że nigdy.

Wakacyjna miłość

HORSE
Przeżyłam ją kilka lat temu nad morzem, w Trzęsaczu, w XVIII-wiecznym pałacyku. W obecności mojej córki. Wiedziałam, że kiedyś się przydarzy, bo tę miłość nosiłam w sobie od szczenięcych lat.

Mój Rajski Ogród

iza2n

Każdy powinien mieć swój prywatny raj. Dać sobie szansę wytchnienia od rzeczywistości i wejścia w swoje wnętrze. Cokolwiek to znaczy. Co by jednak nie znaczyło, jedno jest istotne; posiada silną moc oczyszczającą. Jeszcze niedawno deliberowałam nad materią słów i znaczeń. Skojarzeń, niedopowiedzeń i dosłowności. Jeszcze niedawno mój raj dział się pomiędzy mną, a piórem i kartką papieru.

PISAŁAM

Chwilowo pióro zamieniłam na pędzel i kredki.

synajWschód słońca na Synaju

M. lubi pokpiwać ze mnie, że nigdy nie obejrzę jednej rzeczy. Wschodu słońca. Jestem sową i ranne godziny nie należą do mnie.
Wypoczywamy na Synaju, a tu spektakularna atrakcja turystyczna; wypad na Górę Mojżesza - Dżabal Musa - na wschód słońca widziany z wysokości 2280 m n.p.m. W tym miejscu, jak głoszą zapisy Starego Testamentu, Bóg Jahwe przekazał Mojżeszowi tablice z dziesięciorgiem przykazań i zawarł przymierze z narodem izraelskim.

Wyruszamy wieczorem. Czeka nas całonocna wędrówka w pocie czoła, w pyle i znoju.
Dojeżdżamy na zatłoczony autokarami parking.

Boże Narodzenie w maju

W podróż do Izraela i Ziemi Świętej wyruszamy w maju 2012 roku. Dla każdego podróżnika te miejsca stanowią przeżycie szczególne. Jedni udają się tam, aby doświadczyć najwyższych uniesień religijnych, inni w poszukiwaniu prawdy historycznej. Zaliczam się do tej drugiej kategorii obieżyświatów.
Pobyt zaczynamy od Zachodniego Brzegu Jordanu- najbardziej zapalnego miejsca na Bliskim Wschodzie. Po pokonaniu muru ochronnego, oddzielającego Izrael od Autonomii Palestyńskiej, nazwanego "murem apartheidu", naszpikowanego elektroniką, oplecionego zasiekami i przejściu bardzo nieprzyjemnej kontroli izraelskiej, docieramy do Betlejem.

Czar wspomnień
Lato 1963 roku

Choć to dopiero dwa tygodnie po Wszystkich Świętych - czas sprzyjający wspomnieniom - mam nadzieję, że uczestnicy tej imprezy wszyscy żyją.
Zdjęcie zostało wykonane latem 1963 roku. Jestem z mamą na wakacjach nad morzem. Gołym okiem widać wczesnokomunistyczną unifikację; obydwie panie mają takie same okulary słoneczne - tzw. "kocie oczy". Ostatni krzyk mody w owym czasie. A ten "aniołek" kręcący nogą w piasku przy pomocy patyka; starannie uczesana dziewczynka siedząca grzecznie koło mamy, to ja. Iza1

Wizerunek

Żyjemy w czasach wizerunków i kreacji; to prawda nie do podważenia.
Zewsząd otaczają nas lalki Barbie, Lolitki, macho, "bardzo ważni biznesmeni", kobiety wystylizowane na gwiazdy filmowe, podstarzałe dziennikarki telewizyjne, których wybotoksowane twarze wymuszają sposób komunikacji "dzióbkiem", bo wszelka mimika jest niemożliwa. Wartością stało się to, co na zewnątrz.
Czasy wielkich osobowości pogrążyły się w nieodległej przeszłości. Wyzierają już tylko z kart fascynujących biografii.
Obecnie indywidualizm jest demode. Ludzie zmieniają się w wydmuszki z przerostem formy nad treścią.

Budowanie wizerunku jest kompatybilne z celem, jaki temu przyświeca. Tworzymy go z chwilą nabycia umiejętności abstrakcyjnego myślenia, czyli niedługo po okresie wczesnego dzieciństwa.

Mężczyzna I

Była dziewczyną ledwie wyrosłą z wieku podlotka, zapowiadającą kobietę o interesującej urodzie, kiedy dostała od losu głębokie uczucie. Pojawił się on- dojrzały, ze swoją wrażliwością, inteligencją i skłonnością do dobrej literatury. Zaraził ją Leśmianem, Puszkinem, Antoine de Saint- Exupery'm.
Przy nim poczuła dreszcz kobiety niebanalnie adorowanej, bo czyż można, mając szesnaście lat, przejść obojętnie obok cytatu A. de Saint- Exupery'ego: "Otom ja, który poznał i zachwycił się człowiekiem", poprzedzającego napisany dla niej wiersz? :

"Chciałbym napisać wiersz o Tobie,
chociaż pióro moje jest bardziej kruche, niż przelotne chmury,
a uśmiech mój jaśniejszy jest od moich słów.

ryba1979

W pewnym mieście Trzebiatowie
była knajpa co się zowie
drzewiej, drzewiej... acz niemało
tam wciąż chorych przybywało
menu wątłe lecz szkodliwe
śledź
sałatka
galareta doprawiona świńskim włosiem
wybór prosty
zjeść lub pościć
zjadłam
skutek- litość boska

malowanie1"WINCYCEGŁA"

Lata 60 i 70 XX w., czyli moje dzieciństwo i młodość w PRL- u. Najpiękniejszy okres życia. Ileż wtedy się działo...
A jak barwnie i zajmująco!
No, chociażby malowanie naszego mieszkania. Koniecznie co trzy lata, żeby było świeżo i przyjemnie. Toż to była cała ceremonia.
Mój rodziciel płci męskiej udawał się tramwajem z mijanką do sąsiedniego miasteczka po fachowca wysokiej klasy- Rysia. Następowało uzgadnianie zakresu prac, terminu, ceny, po czym w domu zaczynało się trzytygodniowe pandemonium.

red ladyKobieta w czerwieni

Zostałaś namalowana temperą jako prezent imieninowy. Złożyłaś mi najlepsze życzenia z tej okazji i poprosiłaś, aby nie trafić na półkę do pawlacza. Chciałaś wisieć na ścianie i cieszyć moje oczy. Nazwałam cię hiszpańską infantką Izabellą.

przemijaniePrzemijanie

Przemijanie jest przypieczętowaniem rytmu życia; wzrostem i destrukcją. Wynikające z rytmu życia i śmierci jest mało znaczące, bowiem po nim wszystko trwa nadal w niezmiennym porządku.
Czy przemijanie ma jakiś sens? Z punktu widzenia wędrówki duszy lub inaczej, energii, wyznacza ulotne trwanie w podróży dalej. Ale dokąd?
Spełnia też funkcję porządkującą dla planety, która ma ograniczone możliwości pomieszczenia wszelkiego życia.

Przyczynkiem do napisania o przemijaniu w innym ujęciu stała się lektura książki Swietłany Aleksijewicz "Czarnobylska modlitwa.

Porządki

Pewnego dnia trafiam na książkę Haruki Murakami "Kronika ptaka nakręcacza", której tytuł przywodzi na myśl skojarzenie. Skąd ja to znam? Ale od początku. Dajmy szansę opowieści.

Zbliżają się pięćdziesiąte urodziny nakręconej, a prawa ręka boli coraz bardziej i jakoś dziwnie zmienia kolor. Oj... niedobrze. Trafiam na badanie i słyszę dziwną diagnozę: "Zakrzepica żył głębokich od łokcia do tętnicy obojczykowej. Musi pani zostać w szpitalu" Kładą mnie na kardiologię bo na wewnętrznym przepełnienie. Dzwonię do M. z instrukcją, co ma mi dostarczyć. Irytuje się. Znów czegoś nie wie. Na to odzywa się pani ordynator: "Proszę pani, do faceta trzeba mówić drukowanymi
literami".

Mówię więc drukowanymi i osiągam sukces.

Badania fatalne pierwszy raz w życiu. Głowa pęka z bólu. Pielęgniarka pyta lekarza dyżurującego, nomen omen doktora Straszaka, czy może podać- tu pada nazwa medykamentu. "Możesz. Jak się oderwie to i tak nic jej nie pomoże".

V 767FCzy można zakochać się w kocie?

O tym, jak niezależnym bytem jest kot przekonaliśmy się, gdy do naszej rodziny przybyła dwuletnia Halema.
Trafiła nie przypadkiem po długiej, pełnej przeżyć podróży z Wrocławia i od razu podbiła nasze serca.
Podczas pierwszej nocy w nowym mieszkaniu kotce towarzyszył silny stres. Noc spędziła w łazience wciśnięta w kąt za pralką a potem w ciemnych otchłaniach kanapy .
Rano, usłyszawszy krzątanie swojej pani, postanowiła zaufać i wyjść. Zaczęło się zwiedzanie mieszkania i budowanie wzajemnej relcji.

Sen

W snach wszystko jest irracjonalne, przerysowane, choć czy irracjonalne, skoro czasem wieszczy wydarzenia rzeczywiste? Nie ma na to wytłumaczenia na naszym poziomie pojmowania lub w wymiarze, w jakim żyjemy.

Mózg ludzki nie zdołał dotąd zgłębić tajemnicy właściwej interpretacji i rozumienia. Wszelkie senniki przypominają mi jedynie zabawę hochsztaplera ludzką naiwnością.

Przyśnił mi się sen. Sen - mara. Na dworze panuje już noc, a ja stoję na balkonie swojego parterowego śląskiego mieszkania odwrócona twarzą w kierunku pokoju i rozwieszam pranie.

Nagle odruchem świadomości czuję, że ciemność za moimi plecami zaczyna gęstnieć i krystalizować się. Odwracam głowę i widzę stojącą dokładnie prostopadle za mną, na trawniku, męską postać w czarnym płaszczu, czarnym kapeluszu, w czarnych spodniach i butach, która zamiast twarzy ma czarną plamę. Mam całkowitą jasność umysłu i przeświadczenie, że to jest okultyzm.

poezja

Mój ulubiony wiersz

Z wczesną Szymborską zetknęłam się przed laty i nie uwiodła mnie. Już wtedy jej przekaz był laboratoryjnie precyzyjny, ale wówczas nie trafił do mnie na tyle, żebym polubiła jej poezję.
Wróciłam do niej z ciekawości po nagrodzie Nobla i doznałam olśnienia. Pokochałam szczególnie tzw. późną Szymborską. Powód mojej rezerwy leżał, zapewne, po obu stronach medalu.
Lata zmagań poetki z materią słowa spowodowały, że wspięła się na wyżyny artystycznego przekazu, a ja dojrzałam do tak zwięzłej, filozoficznej percepcji.
Jej minimalizm środków, wręcz ascetyzm, tworzy niezwykłą trafność sformułowań. Bywa, że razi z dużą siłą.

Rozważania agnostyczki

Czy moje istnienie jest przypadkiem w teorii prawdopodobieństwa, czy to miałam być właśnie ja; jakaś drobina wszechświata, która wybrała sobie rodziców?

Jeśli prawdą jest to drugie, to nasze istnienie jest zaprogramowane przez wyższy, niepojęty byt. A jeśli jest zaprogramowane, to na ile możemy go kształtować, a na ile poddać się mu?

Może kierując naszą wolą, pozwala jej popełniać błędy i szukać wciąż właściwych dróg i nowych rozwiązań?

Dedukuję dalej - czy konkretne zwierzę miało być właśnie tym zwierzęciem?

Czy w tym wszystkim jest jakiś wyższy sens, czy też jesteśmy bytem, który czegoś doświadcza, po czym zostaje unicestwiony na zawsze?

Rozważam dalej- jeśli elementarna cząstka mojego organizmu jest identyczna z tą, która pierwsza pojawiła się na naszej planecie, dając początek życiu, to miliony lat ewolucji stworzyły naczelne.

praca1

Pierwsza praca

Jestem świeżo upieczoną ekonomistką po obronie dyplomu na piątkę, z dymiącą od teoretycznej wiedzy głową.
Z Urzędu Pracy dostaję skierowanie do niedużej firmy. W domu maleńka córka i mąż pracujący na uczelni jako asystent za symboliczną pensję i prestiż społeczny.
Wiem, że muszę dostać tę pracę, więc rządzą mną silne emocje.
Wdrapuję się po stromych schodach starej kamienicy na pierwsze piętro. Kiedy jestem na miejscu, konstatuję, że moja przyszła firma mieści się w dawnym, zapewne bogatym mieszczańskim domu.

wigiliaWIGILIA

Gdyby ją spytać o jeden najważniejszy, niepowtarzalny dzień w roku, odpowie bez wahania. Wigilia Bożego Narodzenia.
Zasiadają do pięknie nakrytego stołu. Jeszcze razem. Magia i doniosłość święta udziela się wszystkim. W kącie pokoju pachnie jodła. Taka w donicy, która wiosną powędruje na wieś upiększać tamten krajobraz. Będzie szczególna, bo w przemijaniu ustanowiła symbol trwania chwil, których już nie da się powtórzyć.
Przy stole sędziwi rodzice. Wiedzą, że niewiele już będzie opłatków do łamania. Jakże drodzy, że zadali sobie trud towarzyszenia im, choć życie ciąży coraz bardziej.
Słychać gawędy, wspomnienia; łamiący się ze wzruszenia głos taty intonuje "Lulajże, Jezuniu".

Jaka to potrawa

Rozpoczynasz białym, kruchym obłoczkiem poprowadzonym ozdobną, barokową linią. Rozkosznie ciepłym jak marzenie senne na puszystej chmurce.

Ze środka zieje arktycznym chłodem, prawie nie do zaakceptowania po tamtym doznaniu. Konkretnym lecz mniej przyjaznym. Takim, który uderza adrenaliną i stawia na nogi. Pobudza intensywne odczucia, czasem przeszywa dreszczem.

Potem dostrzegasz białą, niczym puch, kołderkę - nie doszukasz się w niej słodyczy.

Szczyt góry jawi się zdecydowanie jednoznacznie - agresywnie. Ten kontrast oszałamia mnogością barw i odcieni.

Nie pozostawia cię obojętnym, domaga się zdefiniowania.

Przez chwilę przeżywasz rozkosz fizyczną; jakieś mlaskanie i pomruki.

Kompozycja bliska ideału.

Po prostu nokturn Chopina.

Rodzicom dedykuję

Dzieciom najczęściej towarzyszą bajki. Mnie od wczesnych lat życia towarzyszyły wspomnienia wojenne rodziców.
Jestem dzieckiem pokolenia, które zostało skazane na zagładę psychiczną, bowiem nie potrafiło wyrugować z siebie traum wojennych. Pokolenia, któremu dostatnie dzieciństwo upływające w barwnych czasach 20- lecia międzywojennego zostało brutalnie przerwane okupacją niemiecką a potem sowieckim zniewoleniem.
Czy taki okruch może wystarczyć?
Wciąż noszę w pamięci mamę prześladowaną przez całe życie realistycznymi obrazami doświadczeń wojennych. Jej paniczny strach przed ciągłym głodem z tamtych czasów, który wrósł tak silnie w psychikę, że nigdy nie uwolniła się od niego. W zasięgu ręki musiała mieć zawsze bodaj kromkę suchego chleba, traktowaną z nabożnym szacunkiem. Przypłaciła to tuszą, z którą nie potrafiła sobie poradzić. Zawsze jadała na zapas.
Idealny porządek trzymany wokół siebie, aby wszystko było pod ręką, bo gdyby znów trzeba było uciekać...
Opowieści mamy o Powstaniu Warszawskim, przeżytym obozie w Pruszkowie, bombardowaniach rodzinnego miasta, stanowiącego kiedyś ostoję dzieciństwa; o rozstrzeliwaniach cywilów przez gestapo.

Świat zwyczajny

Widuję ją w autobusie; ładną delikatną blondynkę. Już niemłodą. Nazwałam ją Anną. Polska Madonna.
Pcha co rano przed sobą swoje brzemię, swój krzyż.
Dlaczego ona?
Uśmiecha się. Nie widać w jej twarzy buntu. Wydaje się pogodzona, choć taka samotna.
Są tylko we dwoje. Zespoleni ze sobą w jeden organizm. Oczy pełne miłości, łagodne. Nieobecne w nich zniecierpliwienie, niechęć, żal. Gotowa na każde poświęcenie, posługę, zamknięcie w ramionach przed złem.
Brzemię Anny ma na imię Sebastian. Anna przetwarza świat zewnętrzny na jego użytek, aby potrafił zrozumieć i nie cierpiał.
Byłby przystojnym młodzieńcem, pewnie dumą, gdyby nie ciężki przypadek upośledzenia umysłowego.
Kiedy jadą autobusem, on zaczyna czasem wyć przeraźliwie, czasem kwili jak niemowlę. Cicho synku, cicho.
Ciepłej dłoni matki zawsze udaje się ukoić jego niepokój i demony.

BobiceDETERMINACJA

Jadą we mgle gęstej, że "oko wykol". Starsza i młodsza. Nowym samochodem tej drugiej. Czarno- żółtym tygrysem. Wymarzonym. Uparły się, że muszą tam dziś dotrzeć. Z podjętych decyzji nie wypada wycofywać się. Suną 40 km/h, w kompletnej ciszy. W tych warunkach nie da się szybciej. Wokół żywej duszy. Dojechały. "Helga" informuje miło, że dotarły do celu podróży. Zaparkowały. Brną w zasłonie dymnej, stąpając po czymś oślizgłym.
Mamo- chyba jesteśmy w lesie. Pod stopami mam mokre liście. Czuję, że dotarłyśmy bliżej tego większego, bardziej okazałego. Ten drugi w odległości zaledwie półtora kilometra spacerem. Tak podają przewodniki.
Przy dobrej pogodzie ci bracia jak na dłoni. Patrzą na siebie w sielskim krajobrazie pagórków, łąk ukwieconych i pół.

Najstarszy zawód świata

Będąc niegdyś w Koryncie na Peloponezie, obejrzałam zachowane do dziś ruiny świątyni Apollina, powyżej których wznosi się teren fortyfikacji, gdzie w starożytności stała świątynia Afrodyty będąca miejscem prostytucji sakralnej.
1000 kapłanek, w zamian za datki dla bogini, obdarzało tam darczyńców względami.
Odłożyłam tę informację w pamięci, jak wiele innych z podróży. Temat zaczął rezonować, kiedy padł termin majowego spotkania i hasło: "Najstarszy zawód świata". Wywołał z pamięci córy Koryntu; postanowiłam go zgłębić.
Korynt wiódł prym wśród starożytnych miast słynących z rozwiązłości. Proceder kwitł również w początkach ery nowożytnej. Rozpusta, powszechna prostytucja, zbiorowe orgie seksualne stały się czymś powszechnym.

00 morze3ODCIENIE SAMOTNOŚCI

Noszę w sobie dwa odcienie samotności:
- ten, w kolorze najczarniejszej czerni,
- i ten, w kolorze rajskiego ptaka.
Zacznę od tego mrocznego, aby zakończyć optymistycznie.

Twarz tej kobiety i jej samotne odchodzenie. Piękna, pogodna, z wielkimi przenikliwymi oczami i tajemniczym przyjaznym uśmiechem; przyjmowała w siebie drugą stronę bytu ( niebytu? ). Tak spokojnie, bez emocji. Doświadczała tej jedynej prawdziwej samotności, destrukcyjnej, bez odwrotu, w której nikt człowiekowi nie towarzyszy, do której dopuszczona jest tylko osoba dokonująca przejścia.
Wszystkie inne samotności są wydumane.

Tajlandzkie zdziwienia - reportaż z wyprawy

tajminiZimowy luty w Polsce. Dowiaduję się, że za chwilę wylatujemy do Tajlandii, gdzie trwa pełnia lata i panuje temperatura +35 st. C.
Uff..., czy ja na pewno lubię takie temperatury?
Pierwsze zdziwienie ogarnia mnie już w Warszawie na Okęciu, kiedy zatrzymuję się przed gablotą eksponującą rzeczy dziwne i niezwykłe, skonfiskowane przez straż graniczną, a przywożone przez rodaków, których pomysłowość nie zna granic. Są tu muszle oceaniczne o gigantycznych rozmiarach, zmumifikowane kobry i pytony, niezwykłej urody duży pancernik od czubka głowy po ogon pokryty wielkimi, twardymi, lśniącymi łuskami; ogromne ciosy jakiegoś egzotycznego zwierza, zasuszone skorpiony i ... stopa słonia.
Za dwa tygodnie sprawa gabloty zostaje wyjaśniona. Dowiaduję się, że Polska jest jednym z nielicznych krajów, które podpisały wszelkie możliwe konwencje o ochronie gatunków zagrożonych wyginięciem.

Twarze, skojarzenia...

"Twarz Innego jest tajemnicą" - Emmanuel Levinas

Ludzkie twarze fascynowały mnie odkąd pamiętam; były inspiracją do puszczania wodzy wyobraźni o ich właścicielach, pochodzeniu, nacji, do której przynależą, środowisku, w jakim żyją. Są zapisaną księgą życia z wyrytymi strumieniami i rzekami silnych przeżyć i emocji. Twarze opowiadają bajki i horrory, czasem tylko bardzo smutne historie. Najciekawsze są te noszące najsilniejsze piętno życia. Wtedy identyfikują jak dowód osobisty. Niegdyś wpadł mi w ręce wywiad z Joanną Szczepkowską. Mówiła w nim o tym, że fascynują ją tylko twarze kobiet dojrzałych, z silnym piętnem życia. Ponieważ sama była już wówczas w pewnym wieku, pomyślałam - kokieteria. Musiało przybyć mi sporo lat, abym zrozumiała, że to nie była kokieteria. To była sama kwintesencja pojmowania.
Młode twarze są jak maski; jak niezapisana czysta kartka. Czasem do tego stopnia nie wyrażają nic, że nie zapamiętuje się ich i nie ma to nic wspólnego z dolegliwością somatyczną o nazwie prozopagnozja, polegającą na niezapamiętywaniu ludzkich twarzy. Po prostu nie rodzą żadnej refleksji, a ta jest zawsze bodźcem dla mózgu przetwarzającym go w treść.

schwartz ch


Alicji poświęcam...

Jeśli dać wiarę twierdzeniu, że człowiek przychodzi na świat jako tabula rasa, to co powoduje w nim zapis czarnego charakteru? Jakieś zawody, niespełnienia, traumy? To dlaczego niektórzy zawiedzeni i niespełnieni są dobrymi ludźmi?
Zatem może jednak te nieszczęsne geny ponoszą winę a teorię o tabula rasa należy wyprawić do lamusa?

Czarny charakter przyszedł na świat dziewczynką. Z uroczego bobasa przeistoczył się w śliczne płowowłose dziewczątko. Otoczony czułą, troskliwą opieką rodziców rósł zdrowo i radośnie. Po kilku latach przybył mu brat. Śliczne dziewczątko niebawem zaczęło przeistaczać się w rozbuchanego, złośliwego bachora.
Skórę zmieniło definitywnie w okresie dojrzewania. Kiedy było 20- letnią panną kąsało już boleśnie: rodziców, jedynego brata i dalszą rodzinę.

Przyjaźń

przyjazn2Przyjaźń - ważne słowo wiążące się z wieloma rodzajami emocji, mające przewagę ilościową nad miłością, bo tę ma się ewentualnie jedną w jednym czasie. Przyjaźń nie stwarza takich ograniczeń.
Jest więzią duchową, chemią porozumienia, którą można nawiązać z kilkoma osobami jednocześnie, jeśli bazą relacji jest zaufanie, wzajemna pewność, poczucie bezpieczeństwa, lojalność, pozbawienie zazdrości i rywalizacji.
Stanowi koło ratunkowe przed samotnością, ubarwia szare dni, przegania smutki.
Z definicji jest jednak, w przeciwieństwie do plagi miłości szybkich i krótkotrwałych, trudna do osiągnięcia, zwłaszcza w dżungli współczesnych czasów. Jeśli trafi się na nią jest bezcenna.

Historia brylantowego pierścionka

Trzy kobiety, trzy siostry, trzy damy. Moje ciocie. Dwie z nich pozostały tajemnicą przefiltrowaną nieco przez rodzinne opowieści. Trzecia - Janeczka - towarzyszyła mi przez całe dzieciństwo i młodość. Spotkania z nią były świętem. Czekałam niecierpliwie na jej przybycie. Siadając przy stole zajmowałam zawsze miejsce przy niej i wtedy ożywała magia wspólnych chwil. Była bezdzietna lecz dzieci kochała czule. Jej fiołkowe oczy patrzyły ciepło kiedy gładziła mnie po płowych włosach szepcząc cichutko do ucha; "moja ty Izabelko".
Snuła niezwykłe opowieści o czasach minionych. Z perspektywy swojej dojrzałości widzę ją odrealnioną w czasach siermiężnej komuny; kobietę porzuconą przez męża, której przyszło wieść samotne życie. Była niezwykła, eteryczna; ubrana pastelowo, najczęściej w błękity. Całą otaczała jakaś błękitna aura. Wyglądała zjawiskowo.

szczescieSzczęście

Jeśli rzecz ma być o moim szczęściu, to cechuje je taka wieloaspektowość, że wyrecytuję jak dziecięcą wyliczankę.

Aby było, muszę czuć się wolna - to warunek sine qua non.

Wolność - najważniejsze dla mnie słowo, o dużym ciężarze gatunkowym. Jest bezgranicznie otwarte dlatego takie piękne. Daje szczęście przestrzeni, braku zniewolenia. Spętanie i niechciany przymus skutecznie mnie go pozbawiają.

Szczęście to także poczucie spokoju i bezpieczeństwa.

I bycie w podróży, doznawanie. Jest mi zupełnie obojętne, czy doznaję jej na Bliskim Wschodzie, czy na urokliwej polskiej prowincji z klimatem, który mocno w duszy gra.

Zapiski z Italii

ItaliaPółnocna Italia - Wenecja, Padwa, Rawenna, Udine, Chioggia. Miasta wydeptane przez wieki stopami wielkich artystów i zwykłych ludzi. Dziesiątki tysięcy zapisanych na ich temat stron. Czy można opisać je tak, aby stały się relacją z niezwykłej podróży?
Noszę w sobie taką opowieść.

Jesteśmy grupą studentów Jagiellońskiego Uniwersytetu Trzeciego Wieku, którzy odbyli obszerny kurs z z historii sztuki okresu włoskiego renesansu i baroku.

Stereotypy


Ponieważ stereotypy drażnią mnie ogólnie jako zjawisko i odnoszę się do nich nieufnie, będzie o nich jako zjawisku.
Zaglądam do Słownika Wyrazów Obcych pod „Stereotypy". Nie z niewiedzy, lecz w poszukiwaniu pomysłu, który czasem podsuwają sformułowania.
Zatem definicja w ujęciu psychologiczno- socjologicznym: „Funkcjonujący w świadomości społecznej skrótowy, uproszczony i zabarwiony wartościująco obraz rzeczywistości odnoszący się do osób, rzeczy, instytucji, często oparty na niepełnej lub fałszywej wiedzy o świecie, ustalony jednak przez tradycję i nie ulegający zmianom".

Małe ojczyzny

Moja Polska to małe ojczyzny. Mikrokosmosy emocji, zdarzeń, zapachów, kolorów, odcieni. Takich miejsc noszę w sobie wiele.
Są też ojczyzny niechciane, związane z traumami. Te schowałam głęboko, aby nie bolały i nie wywoływały złych uczuć.
W tych dobrych toczyło się moje dzieciństwo u boku opiekuńczych, kochających rodziców, których już ze mną nie ma.
Dzieciństwo ciekawe bo rozpięte pomiędzy dwoma krańcowo różnymi światami.
Urodzona w Warszawie, tam spędziłam pierwsze lata życia, po czym rodzice osiedli w małym miasteczku nieopodal Śląska. Wciąż wracałam z mamą do stolicy pachnącej luksusem. Dziecięce zmysły zapamiętały konglomerat palonej kawy, cytrusów, jedyny w swoim rodzaju luksusowy zapach salonów „Pewexu" a wszystko to wymieszane z wonią kurzu i spalin wielkiej metropolii.

Czarna perła Cyklad

Santrini klifSantorini zwana czarną perłą Cyklad. Czarna sugeruje, że najcenniejsza, ale i najbrzydsza. To nieprawda.
Piękno wyspy jest zaprzeczeniem tego twierdzenia. 
Płyniemy z Krety. Z morza pomału wyłaniają się pumeksy - fragmenty skał pozostałych po wielkiej erupcji wulkanu.
Od strony morza wyspa wygląda ponuro. Skalisty, urwisty brzeg wznosi się dziesiątki metrów ponad poziomem morza. Nie ma na nim roślin ani pasących się zwierząt. Dominują czerwienie, brązy, czernie i szarości warstw pumeksu w ścianie klifu.

Na nas "literatów"

Literatów, co się zowie
nie brakuje dziś w Krakowie.

Jedna tworzy akwarele, druga obiad na niedzielę
trzecia w kącie tworząc siedzi

nie rusz! odejdź!
- ważne rzeczy.

Czwarty nawiedzony piórem, piąty niewybrednym "stuhrem".

Dzień by cały opowiadać skąd ta ludność tak nie lada...

Wybór trafny, przypadkowy,
zebrały się tęgie głowy,

Garstka miła, przyjaciele.

Trzymać, chuchać i hołubić,

bo to grupa "łebskich" ludzi.

Z kopalni GUIDO w Zabrzu - Iza Bociańska

GuidoSobotni zamglony, deszczowy poranek w Krakowie. Wybieramy się po kolejną przygodę. Jakże inną od pozostałych.
Zmierzamy autostradą łączącą Kraków ze Śląskiem. Za oknem niezwykle piękna wiosna wybuchła gwałtownie od ciepłego słońca i często padającego deszczu. Mijamy hektary żółtych pól rzepaku, biało- różowe kwitnienie drzew owocowych i ten jedyny w swoim rodzaju odcień wiosennej zieleni pól i drzew. Jest tak pięknie, że z zachwytu chce się krzyczeć.
Naszym celem jest zabytkowa kopalnia węgla kamiennego GUIDO w Zabrzu. Została założona w 1855 roku przez hrabiego Guido Henckel von Donnenmarcka. Przyjęła nazwę od imienia swojego założyciela.

Joomla Template - by Joomlage.com