pobraneWakacyjna miłość

Droga redakcjo.
Nie wiem do koga mam się zwrócić. Nie mam nikogo z kim mogłabym porozmawiać. Bardzo proszę, poradźcie mi co mam zrobić.
Mam córeczkę Sonię.
Moja Sonieczka - córeczka. Sonia - jak słońce. Sonia - jak wspomnienie lata. Sonia - owoc wakacyjnej miłości.
Sonia ma tylko mnie, a ja tylko ją. Na razie jest maleńka i nie pyta o ojca. Wiem jednak, że za kilka lat to pytanie padnie. Czy mam wtedy powiedzieć jej całą prawdę?

imagesDebiutantki

     Zleciały się jak mchy do miodu. Usiadły na twardych, niewygodnych krzesłach, pochyliły spocone twarze i zaczęły pieczołowicie układać falbany i koronki. W ten wyjątkowy wieczór każda chce wyglądać pięknie. Najpiękniej.
Siedzą bez słowa. Popatrują na siebie z ciekawością, z podziwem, z zazdrością.
Po środku króluje hrabianka Eulalia. Z pogardą spogląda na pozostałe dziewczyny i z zadowoleniem gładzi wymarzoną suknię z jasnozielonego jedwabiu haftowanego w kremowe różyczki.

zacma 1Zaćma wrodzona*

15 – piętnastego lutego pierwszy raz całowała się z Tomkiem
7 – siódmego sierpnia brała ślub. Była najszczęśliwszą osoba na świecie
3 – trzeciego maja test ciążowy zabarwił się na różowo. Płacząc ze szczęścia pobiegła do Tomka. Potem płakali już razem
27 – dwudziesty siódmy sierpnia. Pierwsze USG. Dziewczynka. Córka. Córcia. Córuchna. Dostaje od Tomka ogromny bukiet róż i różowe śpioszki.

Legalna robota

    Słuchaj no Zając – Wilk złapał Zająca za uszy i przydusi do ziemi – sprawa jest taka. Odkąd do władzy dorwał się ten oszołom Niedźwiedź, wszystko popadło w ruinę. W lesie grasują bandy korników, szkolnictwo i sądy niezreformowane, gorszy sort głowy podnosi, a w budżecie dziura. Trzeba zrobić jakąś dobrą zmienę. I właśnie ty to Zając zrobisz.

- Puszczaj – wrzasnął Zając – jaka ruina? Jakie bezrobocie? A ten gorszy sort to niby kto? Bo ja nie wiem. Zreszta, żadnych interesów z tobą robić nie będę. Puszczaj i spadaj.
- Oj tam, oj tam. Zaraz nie będziesz. Interes jest pewny i zupełnie legalny. Nie jakieś tam Ambery czy inne Goldy. Las z ruiny podniesiemy, ty zasłużysz na medal, a dla wszystkich twoich krewnych i znajomych lukratywne posady się znajdą.
- A odkąd to ty tak dbasz o las i o moją rodzinę – Zając jakoś zupełnie nie mógł uwierzyć w nagłą uczciwość Wilka - ty i legalne interesy? To na odległość śmierdzi szwindlem.

wojnaGdzie jest ten Raj?

Kto wymyślił to Piekło, kto wymyślił ten Raj
czy naprawdę potrzebny ten kij
czy prawdziwa jest wiara, że tam jeszcze coś jest
A jeśli tam nie ma już nic

Może tu jest to Piekło
może tu jest ten Raj
może żyliśmy kiedyś i gdzieś
może wszystko już było
może to jest ten kres
może tam nie ma już nic?

adamSłowa

Cześć Adaśku. Tak się cieszę, że jesteś. Muszę z kimś pogadać. Zresztą, ty zrozumiesz mnie nawet bez słów. W dodatku potrafisz słuchać, a nie przerywać w pół słowa tak jak on.
Opowiem ci wszystko z detalami. Słowo po słowie. Tak jak było naprawdę. Żadnej ściemy.
Wyobraź sobie, zaprosił mnie wreszcie do klubu. I daję ci słowo – sam z siebie. Wcale na niego nie naciskałam. No, może wypsnęło mi się jakieś słówko - że moglibyśmy, że chciałabym, że inni chodzą - ale żeby jakoś nachalnie, to nie. Słowo honoru. No i wyobraź sobie, przychodzi wieczorem i mówi do mnie w te słowa:
- Zakładaj jakieś wystrzałowe ciuchy, idziemy do klubu.

 

Maja Afryka - zapiski z podróży
Namibia
Część czwarta

Luederitz03Lüderitz


Miasto nazwę odziedziczyło po niemieckim kupcu Franzu Lüderitzu. Miał on dużo pieniędzy, ogromne ambicje i jeszcze większego pecha. Chciał znaleźć złoto. Przypłynął do Afryki i od miejscowych plemion kupił ostatni, niezajęty przez europejskie mocarstwa kawałek ziemi. Przez resztę życia szuka złota.

Wilk i lisKoalicja

- Gdzie ty tak pędzisz Zając – powiedział Niedźwiedź łapiąc Zająca za uszy - gdzie tak lecisz z tą łopatą większą od ciebie.
- Ałć, puszczaj! Nie powiem. Śpieszy mi się – pisnął Zając majtając nogami w powietrzu.
Zaciekawiony Niedźwiedź delikatnie postawił Zająca na ziemi, bacząc przy tym, żeby żadne z uwięzionych uszów, nie wypsnęło mu się z łapy.
- Nooo, mów. Bo jak nie, to – tu Niedźwiedź paskudnie skrzywił poobijana mordę i mlasnął, aż ślina pociekła mu po ryżej brodzie – bo jak nie, to pożałujesz.

rozmowaRozmowa telefoniczna

       Halo, halo! Coś cię marnie słychać, słaby zasięg w tym hotelu. Trudno. Ty mnie słyszysz?
..
Słyszysz, świetnie, bo mam tu mały kłopot.
Tak jak prosiłaś przyszłam do twojego narzeczonego po te dokumenty do śluby które u niego zostawiłaś. Powiedz mi gdzie one są, bo ten twój taki jakiś milczący, nierozmowny.
….
Co? Czy jest w domu? W domu, w domu, a gdzie miałby być. Przecież umówiłam się z nim, że będzie czekać. No to jest. Halo, halo!

Moja Afryka - zapiski z podróży
Namibia - część trzecia

21d Pustynia      Cała Namibia podzielona jest na ogromne farmy. Każda jest ogrodzona. Jeśli droga przebiega przez granicę między farmami trzeba się zatrzymać, otworzyć bramę, przejechać i zamknąć. W ten sposób farmerzy zapobiegają ucieczkom bydła. Osiemset kilometrów – ile to farm? Ile otwieranych i zamykanych bramek? Dużo. O dużo za dużo.
Otwieramy, zamykamy, otwieramy …..

16 OrganyMoja Afryka - zapiski z podróży
Namibia - część druga

 

Kamienne Organy
Kiedy zejdziesz do doliny i staniesz cichutko, usłyszysz koncert. Za każdym razem inny, niepowtarzalny, jedyny. To wirtuoz Wiatr gra na kamiennych organach utwory skomponowane przez kompozytora Wiatr - jeśli tylko wieje wiatr.

Moja Afryka - zapiski z podróży
21b PustyniaNamibia - część pierwsza

Namibii - to kraj pełen niespodzianek.
Namibia - to tętniąca życiem pustynia, to niezliczone kolonie fok i ogromne stada dzikich zwierząt.
Namibia - to leżące na plaży diamenty i piękne kobiety, które podobno nigdy się nie myją.
Namibia - tu nie ma utartych szlaków.
Namibia - to kraj nieprzewidywalny i fascynujący.

Moja Afryka – zapiski z podróży
lew2Park Krugera - safari i opowieści o zwierzętach

Nie wiem, ile razy byłam na safari.
Nie wiem, ile zwierząt udało mi się „upolować” na bezkrwawych łowach z aparatem w ręku.
Jedno wiem – bakcyla safari połknęłam, kiedy po raz przekroczyłam bramy Parku Krugera.

Moja Afryka - zapiski z podróży
amfiteatrDrakensberg i Amphitheatre czyli Góry Smocze i Amfiteatr

Drakensberg to Afryka nieoswojona, dzika, nieprzewidywalna.
Drakensberg to surowe, postrzępione skały, trudne podejścia, rozpadliny i ścieżki tak wąskie, że każdy nieuważny krok może zakończyć się upadkiem w przepaść.
Drakensberg to nietknięta ludzką ręką przyroda i niemające sobie równych widoki.

poranek1Jak dobrze rano wstać Poranki Franka

- Jak dobrze wstać skoro świt, jutrzenki blask duszkiem pić...
Łup, łup, łup – ciężkie, podkute buciory lecą w stronę okratowanego głośnika. Łup – kolejny kawał tynku odpada i rozbija się o podłogę.
Franek chowa głowę pod wyleniały koc i próbuje ocalić ostatnie okruchy snu.

Głowa Zosi na poduszce, cień rzęs na policzkach, rozrzucone jasne włosy. Przez szparę w firance wślizgują się pierwsze promienie słońca, śpiewają ptaki. On, oparty na łokciu, patrzył jak Zosia otwiera oczy, przeciąga się jak kociak i uśmiecha. Za ten uśmiech oddałby życie. Zosia zabawnie mruży oczy, wyciąga ręce, zarzuca mu je na szyję i …

Sabi 99Moja Afryka - zapiski z podróży
Wschodnia Mpumalanga – część druga

Deszczowy las i Boże Okno
Żeby wyjrzeć przez Boże Okna trzeba przejść przez Deszczowy las. W całym Wschodniej Mpumaladze tylko tu można spacerować wśród tropikalnej roślinności. Skąd w suchej, stepowej okolicy wziął się tropikalny las? Dlaczego akurat na tej niewielkiej przestrzeni, rosną rośliny potrzebujące dużej ilości wody?

9302Sabi21Moja Afryka - Zapiski z podróży
Wschodnia Mpumalanga - Sabie  

 Część pierwsza

Mpumalanga do 1993 roku był częścią prowincji Transwal. W językach Siswati i Zulu słowo mpumalanga znaczy „miejsce wschodzącego słońca”.
Mpumalanga to region wiecznie zielonych lasów, wysokich gór, przełęczy i wąwozów.
Mpumalanga to wodospady, kaniony rzek i niezapomniane widoki.
Mpumalanga to Kruger Park, a w nim żyjąca na swobodzie Wielka Piątka Afryki – lew, słoń, bawół, nosorożec i lampart.

wsp 96Moja Afryka – zapiski z podróży

Zimbabwe

   Siedzieliśmy z przyjaciółmi w ogrodzie i rozmawialiśmy o planach wakacyjnych. Każdy miał inny pomysł. I nagle Ania rzuciła hasło - a może do Zimbabwe?
Zimbabwe? Czemu nie. Tam nas jeszcze nie było. Mieszkamy przecież w RPA i zmontowanie takiej wyprawy nie nastręcza zbyt dużo kłopotu. Wystarczy zebrać wiadomości, kupić jedzenie, zgromadzić sprzęt biwakowy i najważniejsze - zaopatrzyć się w lekarstwa na malarię. Co z resztą, zobaczymy na miejscu. Jakoś to będzie.

wilk.jpgŚwiąteczna opowieść

- Słuchaj no Zając – powiedział Wilk łapiąc Zająca za uszy – mam robotę dla ciebie. Wyprawisz święta. Choinkę ubierzesz, jakieś bogate prezenciki dla mnie skołujesz i sprawa najważniejsza – żarełko. Żarełko ma być pyszne. Zresztą twoja w tym głowa, żeby wszystko było git.
- Ja? Dlaczego ja? - Zając majtał nogami w powietrzu i próbował wyswobodzić uszy z wilczych pazurów – ja nie chcę, ja nie potrafię. Złap sobie jakąś inną ofiarę. Ja się nie nadaję.

Kochanie

Jeszcze cię nie widziałam, jeszcze cię nie znam
Jeszcze nie usłyszałam bicia twojego serca
Jeszcze nie znam twojego zapachu
Jeszcze nie wiem jakiego koloru są twoje oczy
Jeszcze nie słyszałam twojego głosu, śmiechu, płaczu
A już cię kocham

Kim dla mnie jesteś?
Jesteś tajemnicą, marzeniem, spełnieniem
Jesteś moim szczęściem, miłością, przyszłością
Jesteś sobą i mną.

Kładę rękę pod sercem i wiem, że słyszysz, że rozumiesz
I choć dziś jesteś zaledwie dwoma różowymi kreskami
Moja córeczko? Mój synku?
Już cię kocham.

List matki do jej nienarodzonego dziecka po odczytaniu testu ciążowego

telefon3Nielimitowane liczba rozmów

   I pomyśleć tylko, że przez długie lata nie było takiego argumentu, który nakłoniłby Teresę do kupna telefonu komórkowego.
Aż w końcu ten mały, chytry gizd*, który to niby przypadkiem stanął koło jej balkonu i niby przypadkiem zaczął rozmowę i niby przypadkiem powiedział, że będzie mogła bez żadnych limitów dzwonić do kogo tylko będzie chciała - jakimś cudem ją przekonał.

W Omanie ubieraj się stosownie

  Popołudniowy rozkład dnia dla Taty był prosty:
1. Spacer z dziećmi.
2. Pograć i pobiegać z dziećmi w piłkę.
3. ...z dziećmi....dla dzieci.... dzieci .....
4. W powrotnej drodze wpaść na policję i zapłacić za rejestracje samochodu.


  Dla zaprawionego w boju Taty to jak bułka z masłem.
Wszyscy założyli sportowe buty, sportowe koszulki z Bobem Budowniczym, spodnie tuż za kolana i czapki na głowę. Drużyna to drużyna. Tata się dopasował - w końcu idzie z dzieciakami rozegrać pasjonujący mecz, przegrać jakieś wyścigi i polec (po długich bojach) w zawodach stawiania babek na czas. Powinien prezentować się odpowiednio. Tak jak Tata, a jednocześnie jak kumpel. Będzie super!

roladyAbsurdy PRL - Śląskie rolady 


1. Wersja w gwarze śląskiej
2. Wersja po polsku


1. Ślonskie Rolady


      Tyn pieruński weker narobiył takiego larma po nocy, co łona sie zorozki łozbudziła. Poleku zlazła ze prykola, zrobiyła światło i patrzi, a weker pokazywoł trzi wele rana.

P4060007Dywany

Wyobraźcie sobie obce, zimne, nieprzytulne wnętrze. A teraz wysilcie wyobraźnie i w tym samym wnętrzu rozłóżcie dywan. Widzicie jaka zmiana? Już nie jest zimno i obco. Jednym małym trikiem nadaliście wnętrzu przytulną, domową atmosferę.
Chcecie kupić dywan w w Omanie?
No to macie problem.
Nie, wcale nie dlatego, że ich brakuje. Wręcz przeciwnie. Jest ich tu tysiące i cała zabawa polega na tym, jak z tych tysięcy wybrać jeden.
Zaczyna się niewinnie.
Wchodzicie do pierwszego z brzegu sklepu i jak gdyby nigdy nic rozglądacie się dookoła. Czujny sprzedawca natychmiast jest przy was i zaczyna „zmiękczanie”.

DSC09242 Niepokój  

    Nawet teraz, kiedy w końcu podjęła decyzję, wciąż odczuwała jakiś dziwny niepokój. Niby wszystko było w porządku, niby wszystko tak jak chciała, a jednak?
Jednak gdzieś tam w głębi duszy czuła jakąś zadrę. Ciągle wydawało jej się, że coś jest nie tak.
Usiadła i ponownie, chyba już po raz setny, przekalkulowała wszystko od nowa. I znowu nie znalazła nic, do czego mogłaby się przyczepić. Wszystko wskazywało na to, że decyzja jest słuszna. I tylko ten niepokój. To narastające przeczucie, że coś przegapiła. Żeby chociaż jakiś znak. Jakieś małe ostrzegawcze światełko. A tu nic. Decyzja niby podjęta. Klamka prawie zapadła. Powinna być szczęśliwa.

przy kawie1Kobieta luksusowa

  Raz w tygodniu, zawsze w tej samej kawiarni, zawsze o gadzinie 8.30 spotykałam się z moją przyjaciółką. Siedziałyśmy, piłyśmy ulubione „latte” i naprawiałyśmy świat. O godz.10.30 moja przyjaciółka odstawiała filiżankę i rzuciwszy pośpieszne – no to pa, na mnie już czas – znikała.
W naszej kawiarence kawę zamawiało się przy barze. Tego dnia ona stała w kolejce, a ja siedziałam przy stoliku. Obok usiadły jakieś znudzone małolaty. Małolaty miały tłuste kołtuny na głowach i ubrania niepierwszej świeżości, w dłoniach dzierżyły najnowsze modele telefonów. Sącząc energetyzujące napoje i obgadywały otoczenie.
- Ty - powiedziała pierwsza - popatrz na tamtą babę przy ladzie. Ta to ma klasę. Ubrana jak modelka. Widać, że nic nie robi w domu. Ma ekstra torbę. Żeby jeszcze założyła szpilki, a nie człapaki. Taka malowana lala. Od razu widać, że skoncentrowana tylko na sobie. Ta to ma życie.

DSC09029Oman
Wyspa Jazirat Masirah i pustynia Tabaqh czyli Białe Plaże i Pustynia Cynamonowa

Kiedy po raz pierwszy zobaczyliśmy wyspę Jazirat Masirah, już nigdy nie nazwaliśmy jej inaczej niż Białe Plaże. A Pustynia Cynamonowa? Tą nazwę przejęliśmy od przyjaciół, których zafascynował cynamonowy kolor wydm na pustyni Tabaqh.
Długo planowaliśmy podróż do tego niezwykłego miejsca, ciągle jednak coś stawało nam na przeszkodzie.

przemijanieMoje przemijanie

21 955 dni
526 920 godzin
52 692 060 minut
3 161 523 600 sekund plus dzień dzisiejszy – to moje przemijanie.
W każdej, najkrótszej nawet chwili z tego czasu byłam, żyłam, istniałam. Każda z tych chwil jest moim byciem, moim życiem, moją historią.

* Kiedy miałam 4 lata, drzazga z rąbanego drzewa wbiła mi się w oko. Podobno była krew, ból i operacja. Ja pamiętam tylko, że do szpitala jechałam samochodem i to na przednim siedzeniu. Może jeździłam już wcześniej, ale z przodu – nigdy.

Samochodzik1Wychowanie przez sprzątanie

To były ostatni dzień przed świętami. Zakupowy szał sięgał zenitu. Objuczeni paczkami ludzie, z paniką w oczach poszukiwali ostatnich, wymyślnych prezentów. Wiadomo, trzeba przecież spełnić każdą, nawet najgłupszą zachciankę swoich potomków.
W całym tym szaleństwie, ja z moją listą zakupów – chleb, jogurt, pomidory – sama sobie wydawałam się śmieszna. Już miałam jechać do domu, kiedy usłyszałam:
- Cześć, a co ty robisz w tym całym wariactwie?
Joanna, podobnie jak ja, przyjechała po chleb i podobnie jak ja, miała ochotę uciec na koniec świata.
- Kawa – spytałam szybko.
- Kawa - odpowiedział jeszcze szybciej.
Usiadłyśmy przy oknie w małej, zacisznej kawiarence i gapiłyśmy się na przechodzące tłumy ludzi. Naprzeciwko znajdował się ogromny sklep z zabawkami. Dzieciaki popatrywały na kolorową wystawę. Jedne zatrzymywały się zachwycone, inne wzruszały ramionami – nie dla nich takie badziewie. W ich przepełnionych gadżetami pokojach, królują nowości z internetu.

gwiazdyZachwyt

Wydawało się, że wystarczy wyciągnąć rękę i nabrać pełną garść najpiękniejszych klejnotów świata. Nanizać je na jedwabną nitkę, zawiązać między nimi maleńkie węzełki i w nieskończoność cieszyć się ich blaskiem.

Wydawało się, że wystarczy zamieszać palcem w tej aksamitnej, nieskończonej czerni, aby z gwiazd, planet i księżyca wyczarować najpiękniejszą biżuterię świata.

Wydawało się.

Siedziałam przed namiotem na środku pustyni Namib. Taką gwieździstą noc widziałam pierwszy raz w życiu. Grzechem byłoby ją przespać. W milczeniu liczyłam spadające gwiazdy. To dla nich pokonałam setki kilometrów i teraz, zachwycona cudami wszechświata, wyciągałam ręce w ich stronę.

Ja – ludzka drobina kosmosie.

DSC 4215Ciasteczka i naleweczka

Stałam przed lustrem i zajadałam ciastkami stres. Ciastka były nijakie. Ani słodkie, ani słone. Zdecydowanie nie w moim guście. W dodatku między zębami pałętało mi się jakieś zielsko. Podobno zdrowotne. Świąteczny prezent od przyjaciółki z Holandii. Kazała zjeść wszystkie. No to jadłam. Bez przekonania. Prawie z obrzydzeniem.

Za oknem padał śnieg. Wszędzie pachniało makowcem, bigosem i grzybami. W rogu pokoju lśniła choinka. Zapowiadały się bajkowe święta, a ja miałam gigantyczny stres.

Antoni zaprosił mnie na świąteczny wieczór przy nalewce. Z domowego kocmołucha musiałam upodobnić się do człowieka. Umyłam włosy, pomalowałam oczy i schowałam głęboko okulary – wyglądałam w nich babciowato. Wyciągnęłam z szafy najlepszą sukienkę. Nie lubię jej. Wisi na mnie jak worek. Przynajmniej o numer za duża. Zwłaszcza w biuście.

- Trudno, pomyślałam - stara baba, to i stara sukienka. Jest jaka jest, innej nie mam. Dobrze już było, a teraz - napijmy się.

 

100101 Sylwester na pustyni 448Sylwester na polu naftowym

Sylwestrów w moim życiu było dużo - a może jeszcze więcej. W rozbuchanych, wieczorowych kreacjach chadzałam na wielkie bale, w skromniejszych „małych czarnych” na małe prywatki, a w śmiesznych ciuchach na zabawy przebierane. Czasami był śnieg i kulig, a czasami plaża i basen. Był też Sylwester inny od wszystkich, taki który może zdarzyć się tylko raz w życiu.

Sylwester na polu naftowym w Omanie.

Pole jeszcze w trakcie uruchomiania, ale ropa to ropa - męska sprawa. Kobietom wstęp wzbroniony.

Nie żebym specjalnie starała się tam pojechać, skąd. Po prostu „pustynny mąż” był akurat w pracy na swojej 2-tygodniowej zmianie i wyjątkowo, z okazji Nowego Roku, mógł zaprosić na dwa dni rodzinę czyli mnie. Nie zastanawiałam się ani chwili.

Bronisław1Nieprawdopodobne przygody Afrykańskiego Króla Zwierząt - Bronisława Lwa

Nawet on, Król Zwierząt Bronisław Lew, ma kłopoty z wymawianiem litery r. Ćwicz razem z nim, powtarzając wyrazy zaznaczone grubym drukiem.

Jeśli mu pomożesz, spełni się jego marzenie, aby głośno i wyraźnie, tak jak przystało na prawdziwego Króla Lwa - zawarczeć: wrrr!!!

(Dwie z pięciu bajek o przygodach Bronisława Lwa)


O tym jak Bronisław Lew pokonał własne słabości – wrrr!
- Łaaa! – zaryczał Bronisław Lew przeciągając się i wyginając grzbiet. - Łaaa! – zaryczał potrząsając głową tak, że złota grzywa zalśniła w słońcu. - Łaaa! – zaryczał, prostując mocne łapy i wysuwając ostre pazury. - Łaaa! – zaryczał raz jeszcze, choć tak naprawdę, już od dawna marzył o tym, żeby – wrrr - groźnie zawarczeć.

A jednak, pomimo ogromnej ochoty na warczenie - nie zawarczał. Nie zawarczał, bo Bronisław Lew seplenił i zamiast groźnego – wrrr – z gardła wydobywało mu się łagodne – wjjj, wjjj.

snyMam takie marzenie - przespać całą noc. Przespać bez snów, koszmarów, majaków. Spać. Po prostu spać. Miewałam kiedyś piękne sny. Sny jak bajka, jak poezja. Tak śnić potrafią tylko młodzi.

Niestety, tych snów już nie pamiętam. Pozostało ulotne wspomnienie.

W 1988 roku wszystko się zmieniło. Nastał czas snów prześladujących każdego emigranta.

To sny jak kamienie, jak niezagojone rany.

To sny o deportacji, wyobcowaniu, samotności, strachu. Sny okrutne, przygnębiające, złe.

Tych snów nie da się zapomnieć.

Pozostała mi po nich chroniczna bezsenność.

I choć są to jedyne sny jakie pamiętam, nie będę o nich opowiadać.

W zamian opowiem wam bajkę.

Usiądźcie wygodnie, otulcie się ciepłym kocem, przymknijcie oczy.

Wyobraźcie sobie, że znowu macie sześć lat.

Posłuchajcie:

Senne Motyle

To był pierwszy dzień lata. W ogrodzie kwitły kwiaty, dojrzewały truskawki i poziomki, a w koronie drzew śpiewały ptaki.

Maja pochylała się nad grządką z kolorowymi bratkami i przywoływała przyjaciółkę:

Święto Zmarłych w Polsce i zwyczaje pogrzebowe w Islamie

DSCF0924aŚwięto pełne nostalgii, zadumy, wspomnień. Czas, kiedy wszyscy myślimy o tych, którzy odeszli.
Całymi rodzinami odwiedzamy groby naszych najbliższych. Wspominamy chwile, które spędziliśmy razem z nimi. Opowiadamy naszym dzieciom, jakich wspaniałych mieli dziadków, kuzynów, znajomych. Snujemy barwne wspomnienia o ludziach, którzy przetrwały tylko w naszej pamięci. Każdego roku zapalając świecę, kolejne pokolenia przekazywać będą historię "o kochanej babci Ani, która piekła najlepsze ciasteczka na świecie, o srogim dziadka Heniu, którego długie wąsy tak śmiesznie łaskotały w policzki, lub uroczej cioci Dorocie, tej co to miała rudego kota Marudę".
Tak jest w Polsce.

granica2Granica. Emiraty Arabskie - Oman

Inny by się zdenerwował - a my nie.
My spokojnie zastanawialiśmy się, czym tym razem zaskoczą nas na granicy Oman - Emiraty Arabskie.
Po raz kolejny jedziemy do Abu Dabhi i do Dubaju. Teoretycznie wszystko mamy obcykane.
- Paszport - jest.
- Wiza pobytowa w Omanie - jest.
- Pieniądze na wizę emiracką - są.
Że nas zaskoczą to pewne. Ale czym?
Jedziemy, słuchamy muzyczki i snujemy przeróżne domysły. Powoli podjeżdżamy do granicy omańskiej w Al Alin. W betonowej budce siedzi ubrany w mundur Omańczyk. Dokładnie studiuje nasze paszporty.
- Z jakiego kraju jesteście?
- Poland.
- Eeeee?
- Bolanda - już długo mieszkamy w krajach arabskich i wiemy, że z literą p wszyscy mają problemy. Nie słyszą jej, więc Bolanda "robi" za Polskę.
- Aaaa! Bolanda!

smiechBarwy śmiechu

Szedł zakurzoną drogą. Spicniały taki jakiś, zużyty, nijaki. Szedł i uśmiechał się pod wąsem, choć właściwie to do śmiechu mu nie było. Z czego niby miałaby się cieszyć? Przecież życie ułożyło mu się nieszczególnie.
Już od urodzenia skazany był na straty. Matka umarła przy porodzie, a ojciec? Ojciec nie pokochał go nigdy. Zawsze dręczyło go pytanie: czy był owocem miłości czy przypadku? Pewnie przypadku, skoro już w miesiąc po pogrzebie pierwszej żony, ojciec wyprawił huczne weselisko z drugą. Spłodził z nią siedmiu synów. Siedmiu dorodnych mięśniaków. Kapka w kapkę jak ojciec. A on?
Kiedy pokazano go ojcu po raz pierwszy, ten zaśmiał się ponuro i zaklął siarczyście:
- Cholera. To nie moje! To niemożliwe żebym ja, wysoki, niebieskooki blondyn, spłodził taką rudą pokrakę, co zielonymi ślepiami jak u żaby, gapi się na świat? Na mój świat? To nie mój syn. Nie moja krew. Nie moje geny.

Wesela w Omanie

O czym marzy dziewczyna, gdy dorastać zaczyna, kiedy z pąka przemienia się w kwiat? O czym śni gdy dorośnie....?

DSC 6476Jak to o czym?

Na całym świecie (prawie) każda dziewczyna marzy o białej sukni, dzielnym i pięknym rycerzu, dziś już nie na białym koniu a w super autku, no i o ślubie.
Ślubie, jak z bajki. Ślubie takim, żeby wspomnienia pozostały na całe życie.

Na te dobre i na te gorsze chwile - choć takich przecież nie będzie !


Mieszkając w Omanie miałam okazje uczestniczyć w różnych weselach.

Pierwsze z nich to wesele na wsi. Jeszcze bardzo tradycyjne, z arabską muzyką i tańcami, z arabskimi potrawami, w ludowych strojach i ogromną serdecznością wszystkich obecnych kobiet. Nowoczesnym akcentem była biała suknia panny młodej i sesja fotograficzna.

Wesele w mieście było mieszanką nowoczesności i tradycji.

060615 Farma daktyliOmańskie opowieści

Z wizytą u Mazena

 Jesteśmy zaproszeni do omańskiej rodziny mieszkających w Samail*. W programie tradycyjny, arabski obiad, zwiedzanie miasteczka i wizyta na plantacji daktyli.
Szanując tutejsze zwyczaje ubieram się „stosownie". Zakładam długie spodnie i bluzkę z rękawem. Jest godzina ósma rano. Patrzę na termometr + 38°C. Ciepło! A będzie jeszcze cieplej! Trudno, pocierpię. Przecież lubię ciepło i słońce?!
Jedziemy.
Droga wije się wśród gór, muzyczka gra, klimatyzacja szumi, zapowiada się ciekawy dzień.
Na miejscu przesiadamy się do samochodu Mazena i wyruszamy w „inny świat".
Nowa część Samail nie różni się niczym od innych, znanych mi miejscowości w Omanie.
Duże, białe domy, szkoła, szpital, sklepy, meczet - jak wszędzie. Rozumiemy, że gospodarz chce pochwalić się nowymi osiągnięciami, więc cierpliwie czekamy, aż pokaże to, co pozostało ze starego Samail.

wierszTrzeba krwi – co poeta miał na myśli

Lekcje polskiego były moim ulubionym przedmiotem. I właśnie te ulubione lekcje, skutecznie zabiły kiełkującą we mnie miłość do poezji. Właściwie nie lekcje, ale upiorny temat zaczynający się od słów: co poeta miał na myśli... czyli analiza wiersz.
No ludzie kochani! A skąd ja miałam wiedzieć co poeta miał na myśli pisząc wiersz?
Może, kiedy pijany i agresywny sąsiad powiedzmy – Zdzich, awanturował się za ścianą, wściekły i niewyspany autor złapał za pióro i przelał swoją frustrację na kartkę papieru –
- i pod drzwiami staną i nocą kolbami w drzwi załomocą
ty, ze snu podnosząc skroń,
stań u drzwi.
Bagnet na broń!
Trzeba krwi.
- i tak, mając na myśli znienawidzonego Zdzicha, wyszedł Broniewskiemu przypadkiem, ale to zupełnie przypadkiem, patriotyczno-bojowy utwór? A może ...

zabaO tym jak pięcioletnia Majka przewartościowała mój świat, i o tym jak jednym pytaniem uczyniła moje życie weselsze, łatwiejsze i ciekawsze.

Siedziałyśmy przy stole. Majka niemrawo grzebała łyżką w talerzu. Najwyraźniej nie miała ochoty na obiad. Ale bez jedzenia na spacer? Zgroza. Żeby choć kilka łyżek. Cierpliwie czekałam. I wtedy ona podniosła udręczone, błękitne oczęta i spytała. Czy ja naprawdę muszę to teraz zjeść?
Nie, naprawdę nie musiała. Przygotowałam kanapkę i powędrowałyśmy do parku.
Od tej pory, ilekroć mam zrobić coś, co mnie naprawdę nie pociąga, przypominam sobie tamto spojrzenie i pytanie – czy ja naprawdę muszę?
I jeśli naprawdę nie muszę - olewam.

kobiety28b

KOBIETA W ISLAMIE

Zadzwoniła do mnie moja przyjaciółka:
Witaj, co u ciebie? ..... tu nastąpiło normalne gadu, gadu ...... a potem ..... słuchaj, muszę ci to opowiedzieć.
Wracam właśnie z naszego Carrefoura i ciągle jeszcze jestem pod wrażeniem tego, co mi się przydarzyło.
A było to tak:
Otwieram rano lodówkę, a tam - same półki! Jak w „tej" reklamie. Ja tam polityką się nie zajmuje, więc w te pędy pognałam do sklepu. Jak wiesz rodzina u mnie spora to i wózek zapełnił się po brzegi. Zapłaciłam i zjechałam na parking. Po wyjściu z klimatyzowanego sklepu, aż dech mi zaparło z gorąca. Z miejsca spociłam się jak mysz. Nie ja jedna zresztą. W pobliżu mojego samochodu sapał i ocierał pot z czoła ochroniarz – Pan.
Pan ochroniarz! Poprawnie mówi się pan ochroniarz! – udało mi się wtrącić.
Eee tam! Wiem co mówię. Nie pan ochroniarz tylko ochroniarz – Pan. Przecież tu, na parkingu on jest panem i władcą.

Salmah Plateau50Omańskie opowieści

Salmah Plateau

Początek czerwca. Pogada nas nie rozpieszcza. Temperatura oscyluje pomiędzy +42ºC a +50ºC. Uczucie gorąca potęguje wysoka wilgotność. Jesteśmy zmęczeni upałami i aby trochę odpocząć wyruszamy w góry. Nasz wybór pada na Salmah Plateau.
Salmah Plateau to rozległy płaskowyż położony we wschodniej części Omanu, na wysokości 1500m nad poziomem morza.
Wszystkie drogi, którymi możemy dojechać na Plateau są bardzo strome, kręte i kamieniste.
Tylko samobójca wybrałby się tam samochodem innym niż terenówką z napędem na cztery koła. Tylko samobójca pokusiłby się na samotne zwiedzanie płaskowyżu.
Samobójcami nie jesteśmy, dlatego organizujemy grupę chętnych i zaopatrzeni w GPS wyruszamy na wyprawę. Nasza cztero-samochodowa karawana szybko pokonuje odcinek drogi z Muscatu do Qurayyat. Na stacji benzynowej tankujemy „po korek" i jedziemy do Fins.

NORWEGIA. BIAŁE NOCE. Białe noce

W Krakowie – ciepło! Ciepło! Ciepło! Ciepło!!!

A może być jeszcze cieplej!
No to wymyśliliśmy. Jedziemy za koło podbiegunowe!!! Zobaczymy białe noce i norweskie fiordy.
Przy okazji zmarzniemy i zmokniemy. Będzie cudnie.
Przez agencje turystyczną rezerwujemy przeloty, hotele, rejs statkiem, pakujemy ciepłe ubrania (tak do końca niezbyt wierząc, że będą nam potrzebne) i w drogę.
Z Krakowa lecimy do Oslo, a następnego dnia do Kirkenes.NORWEGIA. OSLO. W OCZEKIWANIU NA SAMOLOT

wybory2100 lat szalonego życia Leokadii M.

Wstęp
Znowu pada. Nie mam się do czego śpieszyć. Nie te nogi, nie te oczy.
Pogoda? Nie ma to znaczenia. Nigdzie się nie wybierałam. Posłucham radia.
Tylko co to teraz za radio. Kiedyś to się słuchało – śpiewała Ordonka, Fogg, Santor.
A dziś? Co to za czasy. Cały dzień wydzierają się jakieś Dody, Kukizy i inne małolaty.
Do szkoły by to poszło, do terminu, do pracy.
Gdzieś ty były moje okulary.
Albo ten jakieś „tok". Wciąż tylko kłótnie i krzyki. To nie rozmowy, to jakieś burdy karczemne. Dawniej to była prawdziwa polityka, prawdziwi dyplomaci. Jak oni całowali.

płaczJakież to romantyczne

Przyjaciółka mojej przyjaciółki do elity intelektualnej świata nie należy. Jedno jednak trzeba jej przyznać, nie ma takiego filmu, którego by nie obejrzała, a seans filmowy w jej towarzystwie to prawdziwa przyjemność. I to nie dlatego, że wybiera dzieła mądre i wybitne. Co to to nie, ona po prostu reaguje spontanicznie, przeżywa i wzrusza się niezmiernie. Gdyby twórcy filmów mieli tylko takich odbiorców każdy film byłby na 100% hitem.
W 1990 roku, zaopatrzywszy się w butelkę białego wina, udałam się z moją przyjaciółką do jej przyjaciółki obejrzeć cudem zdobytą kasetę VHS z jakimś tam filmem, który ponoć bił rekordy kasowe na całym świecie. Gospodyni podała nam kryształowe kieliszki i po rolce papieru toaletowego. Kiedy z niemym zdziwieniem patrzyłyśmy na ten papier wyjaśniła:
no bo wiecie, ja w tym tygodniu obejrzałam to już 16 razy i daje was słowo, będziecie ryczeć jak bobry. To jest taaakie piękne i taaakie wzruszające.

kawa11Filiżanka dobrej kawy

Jak to właściwie jest z tą kawą? Jak można zdefiniować pojęcie „dobra kawa"?
W PRL, jak Polska długa i szeroko, pijało się kawę „fusiarę" (zdobyczną, wystaną, załatwioną, dostaną, zawsze cudem zdobytą). Do cieniutkiej szklanki wsypywało się dwie czubate łyżeczki zmielonych ziaren, zalewało prawie z czubkiem wrzątkiem, a do tego dwie łyżeczki cukru (picie gorzkiej uważane było wtedy prawie za bohaterstwo). Gdy fusy opadły można było, parząc sobie palce i podniebienie, delektować się „szatanem" (mleka ani śmietanki nie używano). Do dziś znam miłośników tego sposobu parzenia. Nie wiem tylko dlaczego, mówiona na nią „po turecku" albo „po arabsku".
A przecież kawa arabska i turecka to zupełnie inna bajka.
Troszkę historii (bo ciekawa) :

00 morze3Dziś będzie na smutno

Jaki kolor ma samotność? Samotność jest szara, bezbarwna, przezroczysta, smutna. Oplata nas swoimi niewidocznymi mackami, sączy się do duszy, pogrąża, zatapia. Niby na zewnątrz wszystko jest normalnie, niby mamy ten swój świat, ten święty spokój, ale tak naprawdę nikt nie znalazł szczęścia w samotności, a jeśli ktoś tak mówi to jeszcze nie wie, że duszę zatruwa mu gorzki osad.
Wpisałam w wyszukiwarkę słowo „samotność" i wyskoczyło miliony haseł. Mam do wyboru samotność w literaturze, w sztuce, w psychologii, w sieci, w cytatach, w obrazach, a także definicje z przeróżnych encyklopedii. Gdybym tylko chciała mogła bym poczytać, pościągać i wysmażyć szalenie mądrą, prawie naukową rozprawę o samotności. To wszystko mogłabym zrobić, gdybym tylko chciała – ale ja nie chcę. Opowiem wam o moich samotnościach.

Ocena użytkowników: 0 / 5

Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna

DSC05773Zjednoczone Emiraty Arabskie
Abu Dhabi

Wielki Meczet Sheikha Zayeda

Gdybyście kiedyś byli w Zjednocznych Emiratach Arabskich koniecznie zobaczcie Wielki Meczet Sheikha Zayeda w Abu Dhabi.
Szejk Zayed, przez rodaków zwany ojcem Emiratów, pierwszy i wieloletni prezydent kraju, marzył o wzniesieniu świątyni, która będzie jednoczyć świat islamu. Główną ideą, która przyświecała twórcy pomysłu miało być to, co w sztuce oraz architekturze końca XX wieku wydawało się najcenniejsze: twórcze i harmonijne nawiązanie do historycznego dziedzictwa. Meczet powstał w latach 1996-2007. Chociaż Sheikh zmarł trzy lata przed zakończeniem budowy, to udało mu się stworzyć budowlę postrzeganą jako dzieło wręcz ekumeniczne. 2007 roku pierwszą uroczystością w nowo otwartym Meczecie był pogrzeb Sheikha Zayeda. Jego grób znajduje się w ogrodach meczetu.

plaza2O w mordę jeża !!!

W południe poszliśmy się poopalać. Już z daleka zobaczyłam pusty, starannie ufortyfikowany grajdołek. Pomknęłam przez wydmy jak strzała i dopadłam do niego jako pierwsza. Rozłożyłam koc, zdjęłam haftowaną, biało-błękitną sukienkę i pomachałam nią do wlokącego noga za nogą „mężczyzny mojego życia".
Przyszedł, popatrzył i ze znudzoną miną raczył wyciągnąć się obok mnie. Nie pytając o pozwolenie zwinął w kulkę mają sukienkę i przykrył nią spoconą głowę.
Ostre to słońce, nasypałaś piasku na koc, posuń się trochę – wymruczał i zapadł w letarg. Byłam bezgranicznie szczęśliwa – plaża, dzika plaża, morze dookoła – zanuciłam cichutko i wtedy zza starannie osłoniętego parawanem grajdołka obok, usłyszałam męski baryton – kochanie, wygodnie ci? A może wyjmę dla ciebie z plecaka tą małą poduszeczkę? Ależ kochanie, jaki kłopot, już wyjmuję.
Dyskretnie spojrzałam w ich stronę. Zza parawanu wychyliła się męska głowa.
Matko ty moja! Co to była za twarz. Po raz pierwszy w życiu zatkało mnie od nadmiaru męskiej urody. Te oczy, włosy nos, zdecydowany podbródek - perfekcja.

TWARZE

nos3Twarze irańskich kobiet są piękne. Zaskakująco piękne. Iranki to kobiety o dużych ciemnych oczach, wysoko podniesionych kościach policzkowych, małych leciutko zadartych noskach i pięknych, namiętnych ustach, których pozazdrościła by im nie jedna celebrytka. Piękne irańskie kobiety mieszkają w miastach. Kobiety wiejskie są już zdecydowanie mniej piękne lub piękne inaczej. Maja ciemne oczy, zwyczajne usta i duże a nawet bardzo duże nosy. Skąd ta różnica? Dlaczego ich twarze są tak różne? No cóż, twarze irańskich kobiet to nie tylko uroda, to także sprawa polityczna.

Nie jest łatwo być kobietą w Iranie. Nie jest łatwo będąc dziewczyną i mając większe ambicje niż „być dobrą żoną i rodzić dzieci" realizować swoje marzenia. Bo choć kobiety mogą głosować, kandydować w wyborach parlamentarnych, czy też uczyć się na uniwersytetach, to nie wolno im poruszać się na motocyklu lub rowerze (mogą prowadzić samochód), nie mogą w pojedynkę występować na scenie, tańczyć, palić fajek wodnych, swobodnie zachowywać się w obecności obcych mężczyzn, nie mogą się malować ani ubierać tak, aby pokazać cokolwiek więcej niż twarz i dłonie ... 

kompNie jestem uzależniona

Ratunku!!!!
Przez prawe oko, ostry, rozżarzony do białości sztylet, świdrującym bólem wwierca mi się do mózgu.
Nie mogę ruszyć głową.
Nie mogę oddychać.
Nie mogę żyć.
To już koniec.
Przez maleńką szparkę w lewym oku, poprzez posklejane rzęsy, spoglądam w stronę oprawcy - kurczę, znowu niedokładnie zaciągnęłam zasłony i teraz zabija mnie ten upiorny promień słońca. Powoli, bardzo powoli wyciągam prawą rękę - żeby tylko się nie poruszyć – i sięgam po garść tabletek przeciwbólowych.
Wiem co do milimetra gdzie leżą.
Połykam wszystkie bez popijania.
Czekając aż zaczną działać, lewą ręką macam ukośnie w dół – trafiam bezbłędnie.
Moje ulubione extra mocne. Nie otwierając oczy zapalam i zaciągam się ożywczym dymem.
Płuca zaczynają pracować.
Bosko!

Zjednoczone Emiraty Arabskie

DUBAJminiatura

31 grudnia 2014 - Sylwester w Dubaju.  Stoimy na plaży i czekamy na pokaz ogni sztucznych. Punktualnie o godzinie 24.00 na niebie rozbłyskują kolorowe kule ognia. Podobnie jak dziesiątki innych ludzi wbiegamy do wody i wśród ogólnej zabawy składamy sobie życzenia noworoczne. Nie mamy ze sobą szampana.

schwartz ch   
  Dżin z tonikiem


Siedziałyśmy z Heleną, moją najlepszą przyjaciółką, na wysokich stołkach barowych i powoli sączyłyśmy podwójny dżin z tonikiem. Lodowe kostki cichutko podzwaniały w kryształowym szkle, a aromat jałowca, cytryny i mięty sprawiał, że każda aromo- i muzykoterapia nie dorastała do pięt tej cudownej mieszance zapachów, dźwięku i procentów.
Już po pierwszej szklaneczce uzdrowiłyśmy służbę zdrowia tak, że NFZ dopłacał każdemu pacjentowi, byle tylko ten raczył udać się do lekarza z najdrobniejszym, niekoniecznie medycznym kłopotem.
Po drugiej szklaneczce, zreformowałyśmy polskie szkolnictwo. W klasach miało być teraz najwyżej dziesiątka dzieciaków, nauczyciele mieli być dobrzy i mądrzy, a ze szkół wychodzili by sami nobliści.
Właśnie barman podał nam trzeciego drinka i zabierałyśmy się do definitywnego rozwiązania sprawy Ukrainy, Putina i reszty świata, kiedy do kluby weszła Ona.
Powłóczystym spojrzeniem omiotła całą salę i spod gęstej firanki starannie wytuszowanych i zapewne sztucznych rzęs, dokładnie otaksowała wszystkich przedstawicieli płci przeciwnej. Niczym doświadczony selekcjoner wyłowiła potencjalne ofiary i kocim krokiem podążyła do baru.

Iran

Persepolis

Persepolis miniCiągle jeszcze mając pod powiekami przebogatą paletę kolorów, świateł i wzorów, pamiętając wszystkie zapachy, smaki; cały ten gwar i przesyt perskich straganów, bazarów, ogrodów, jaki atakował wszystkie nasze zmysły w Isfahanie i Shiraz; nagle... znalazłam się w świecie zupełnie innym; w świecie kamiennych ruin, w świecie bez barw, w ciszy, w zadumie.
Persepolis - już samo słowo brzmi tajemniczo.
Persepolis - każdy słyszał: że coś, że kiedyś, że gdzieś ... prawie każdy coś wie....
Persepolis - ponoć w tamtych czasach najbogatsze miasto na świecie.
Persepolis - 2500 lat historii !
Niewiele jest takich miejsc na świecie. A mnie udało się być tutaj - w jednym z nich.
Persepolis to miasto w starożytnej Persji wybudowane w 518 roku p.n.e. przez Dariusza Pierwszego. Kserkses i kolejni władcy z dynastii Achemenidów znacznie je rozbudowali. 

Iran

Shiraz

DSC04290Jedyne co kojarzyło mi się ze słowem Shiraz, to nazwa doskonałego szczepu winogron, z którego robi się wino. A tu przyszło mi się zmierzyć z miastem o tej samej nazwie. Okazało się, że wino i miasto mają ze sobą wiele wspólnego.
Shiraz - dawna stolica Persji, nazywane jest miastem poezji, wina, róż i słowików. Dziś miasto straciło na ważności, choć róże kwitną dalej, słowiki śpiewają, a poeci piszą wiersze. Tylko z winem jest kłopot, bo spożywanie alkoholu w Iranie jest zakazane.

My wybieramy się do Shiraz. Do zobaczenia jest tu twierdza Karima Khana, grobowiec Hafeza, mauzoleum Shah-Cheragh, uniwersytet, kilka parków, meczetów i bazar. Zaledwie 60 km od miasta znajdują się kolejne miejsce warte zwiedzenia - Persepolis.

Iran

Teheran

teheranTeheran mnie nie zachwycił. Zachwycili mnie mieszkający w nim ludzie. Zachwyciła mnie ich serdeczność, otwartość, chęć niesienia pomocy i ich ciekawość świata.
Samo miasto nie jest zbyt ciekawe. Teheran jest ciasny, duszny, pełen spalin. Smog unoszący się nad miastem można prawie nabierać łyżką. Na mnie sprawił wrażenie betonowej pustyni. Podczas wojny z Irakiem do Teheranu zaczęli masowo napływać ludzie z terenów objętych wojną. Zaczęto budować dla nich bloki mieszkalne, które dziś stanowią dominujący element architektury miasta. Bloki zbudowano tak gęsto, że z okna do okna można „prawie" podać sobie filiżankę herbaty.

Iran 

Isfahan
W Teheranie jest zimno, temperatura około 3 stopni. Przez okno podziwiamy ośnieżone góry. Całe szczęście, że mamy ciepłe kurtki. W to irańskie zimno jakoś nie do końca chciało mi się wierzyć. A trzeba było dać wiarę i zamiast cienkich fatałaszków zabrać grubą bluzę z kapturem.
isfDo Isfahanu jedziemy razem z naszymi przyjaciółmi Ewą i Grzegorzem. Po drodze zahaczamy o lokalną piekarnię. Chleb jest zupełnie niepodobny do naszego, ale rozmaitość gatunków jest imponująca. Kupujemy całkiem spory zapas i w drogę...

Iran

Wiza do Iranu
wiza IranOd ponad roku nasi przyjaciele namawiali nas na wyjazd do Iranu. Przez ponad rok udawało nam się skutecznie wymigiwać od tej podróży. W końcu, mając w perspektywie szaro-burą zimę w Polsce, postanowiliśmy pojechać.
O Iranie nie wiedziałam zbyt dużo, ot tyle co znalazłam w internecie, ale tak naprawdę nie przykładałam się do tego zbyt intensywnie. Wiedziałam, że na miejscu zostanę dokładnie „przeszkolona” na temat „co każdy turysta o Iranie wiedzieć powinien”. Oby wszyscy mieli takich przyjaciół, którzy zadbają o swoich gości, tak jak nasi.
Zacznę jednak od początku.

wagary3Kocham wagary!

Pociąga mnie ten dreszcz emocji, ta tajemnica, ta radość z nadprogramowej, wykradzionej wolności, ta ucieczka od obowiązków, od konwenansów, od zwyczajów i od norm.
Lubię nawet ten cień strachu, tą adrenalinkę, bo przecież jakieś tam konsekwencje trzeba będzie ponieść. Cóż, w życiu nie ma nic za darmo, a „odbębniając" jakąś tam karę i tak gdzieś tam pod skórą czuję radość z tego, że coś fajnego udało mi się przeżyć.
W latach szkolnych z wagarami szło mi dość kiepsko, ale za to teraz nadrabiam i korzystam z nich kiedy tylko mam okazję. Po prostu lenistwo mam we krwi. Z ręką na sercu mogę powiedzieć, że wagaruję od pierwszego dnia życia. A było to tak:

koniczynkaKolory szczęścia

 

Szczęściem są chwile, okruch chwil lub długie trwanie.
Szczęściem jest pierwszy łyk wody po długim biegu,

to chwila bez bólu w ciężkiej chorobie,

to cukierek wygrzebany przez dziecko w babcinym kredensie,

szczęściem jest również zapominanie.

Moje szczęście to kolor zielony.
Pachnie świeżo upieczonym chlebem,
szumi w głowie wiśniówką i miętą,
śpiewa w koronach drzew, pieści jedwabiem zielonej sukienki.
Moje zielone szczęście, to trawa, bukiet bzu i konwalie,
to zapach kwitnącej łąki i jego oczy wpatrzone we mnie.

Krakowianka Maja 06Magiczny Kraków

Magia Krakowa? Paryża? Rzymu? Torunia? Koluszek? Jak rozumieć magię miasta? Czy magia to zabytki? A może ludzie, którzy tu żyli, żyją? A może to temat na magiczną, piękną baśń lub
horror o czarnej magii, dziejący się w zaduch starych kamienic, na brudnych podwórkach i w śmierdzących moczem bramach? Czy pisać o Krakowie dla turystów, czy o Krakowie bez szminki? Długo nie wiedziałam jak rozprawić się z tą magią, aż w końcu przypomniał mi się pewien spacer. I właśnie tamten czas, tamte miejsca i ludzie sprawili, że w Krakowie zadziałała magia.

Recenzje filmowe

f2Najlepszy? Najgorszy? - moje życie z serialami.

Jak ja się kochałam w tym Janku. Gdybym tylko wiedziała jak, przefarbowała bym moje pszeniczno -białe włosy na rudo, założyła oficerki i zamieszkała w czołgu. Na szczęście w zakresie farbowania byłam kompletną dyletantką, czołgu nie było w okolicy, a zamiast oficerek mama kupiła mi sandały. Żeby chociaż na psa się zgodzili. W tych latach wszystkie polskie kundle nosiły szlachetne imię Szarik. Niestety, w domu królował kot Pituła i pies nie miał szans. Historia? Fakty? Wszystko to były nieważne duperele. Liczyła się załoga. Załoga jak palce u jednej ręki.

kids readO tym, jak Królewna Maja nie chciała sprzątać swojego pokoju i o tym jak pogniewały się na nią wszystkie zabawki.


Królowo, powiedział Król - Tata Marcin, załóż swoją królewską koronę, kolczyki i czerwone korale, bo idziemy z innymi Królowymi i Królami na pizzę!
Królewno Maju, Królewiczu Michale, powiedział król - Tata Marcin, jeśli chcecie iść z nami, to szybciutko posprzątajcie swoje pokoje.

Stereotyp - Cyganie

O żesz ty ... zaklęłam jak rasowy kierowca. Zaklęłam tylko w myślach, bo jako kobiecie, ba, damie, nie wypada używać niecenzuralnych słów. Pewnie nawet znać ich nie powinna. Na szczęście znam, więc ulżyłam sobie w duchu i depresja z powodu tłumienia stresów mi nie grozi. I tak, uśmiechając się pięknie - myśli wcale nie pięknych nie miałam. A było to tak:
Stałam na skrzyżowaniu ul. Skośnej i ul. Kobierzyńskiej. Z obu strony ktoś (!) postawił wysoki mur i dla ozdoby dodał kilka reklam, kompletnie zasłaniając widok na nadjeżdżające samochody. Podjechałam do skrzyżowania tak, aby cokolwiek widzieć. Dzień był piękny, wiosenny, miałam uchylone okno, w radiu ktoś zawodził smętnie o miłości.

Biała dama i nieślubne dziecko


bialadama2 Noc była ciemna, bezgwiezdna, bezksiężycowa. W taką noc nie wyją wilki. W taką noc drżące ze strachu upiory i wampiry naciągają na siebie wieka trumien i udając całkowicie martwych pilnują aby macki ciemności nie miały do nich dostępu.
W Willi Decjusza już dawno pogasły wszystkie światła, a ślepe okna niczym oczodoły zombi wgapiały się w zamarły ze zgrozy park.
W chwili, kiedy zegar w holu wybijał północ, mężczyzna cicho i zwinnie pokonał prowadzące na piętro drewniane schody. Miał szczęście. Nikt go nie zauważył.

Wymarzone, niespełnione wakacje - Egipski kot

Ile ja mogłam mieć wtedy lat? Pięć? Sześć? Nie pamiętam. IMG 20140814 234839Pamiętam tylko tego kota. Wysmukły, czarny, tajemniczy. Siedział na komodzie i wodził za mną zielonymi oczami. Na kolorowej obróżce zawieszone miał jakieś dziwne talizmany..
- Podoba ci się?
Zapytała ciocia Danusia, kiedy żonglując szklankami z czarną jak smoła kawą przechodziła obok mnie.

Postacie z serialu - Gertruda

RodzinaNasi bohaterowie to czwórka dzieci stolarza z Szydłowca, pięknego i starego miasteczka w świętokrzyskim. Mieszkali przy rynku w parterowym domu, na jego tyłach był warsztat ojca, obórka z krową i kurami i niewielki sad.
Wanda ur. w 1916r. skończyła Seminarium Nauczycielskie w Kielcach. Do pracy w 1935 r wyjeżdża na Kresy. Będzie uczyć i prowadzić 4 kl szkołę w siole pod Słonimem na Białorusi.

Ewcia

Ewcia5  Pokój ma około 60 metrów kwadratowych i jest bardzo wysoki. Ściany pokryto pastelowymi tapetami a na drewnianej podłodze stoją meble. W kącie drzemie fortepian. Naprzeciwko czterech dużych okien znajduje się kominek przed którym ustawiono dwa fotele.
Zdawało by się że w tak ogromnym pomieszczeniu trudno będzie stworzyć przytulne wnętrze, a jednak każdy kto się w nim znajdzie ulega czarowi tego pokoju.

Niecodzienne spotkania

Hadash. Maj 2011
  Hadash to wioseczka niewielka, biedniutka. 5 lata temu doprowadzono do niej prąd i ludzie kupili pierwsze w życiu żarówki. Do Hadasz prowadzi droga, po hadesz4której jeżdżą tylko szaleńcy. Widocznie zaliczamy się się do szaleńców bo udało nam ją pokonać. Na miejscu spotkał nas wielki zaszczyt. Naczelnik wsi zaprosił nas do madżilisu, poczęstował kawą i opowiedział historię osady.

Potem szwendałam się między chatami. Przed jednym z nich stareńka Omanka siedziała na kamieniu i głaskała kozy. Zatrzymałam się zauroczona, a ona gestem ręki zaprosiła mnie do siebie.

LULA

leokadia15  Leokadia. Młoda, piękna, szczęśliwa.

Zdjęcie nr 1. Leokadia - śliczną blondynka uczesana w koński ogon, ubrana w sukienkę w grochy i wysokie szpilki stoi przed Pałacem Kultury w Warszawie
Zdjęcie nr. 2. Leokadia w białym fartuch z troską pochyla się nad pacjentem.
Zdjęcie nr 3. Jest wiosna. Leokadia wtula twarz w bukiecik konwalii.

Kopciuszek

Byli, żyli, kochali się, mieli córeczkę. Rozpieszczali ją, dogadzali, byli szczęśliwi.
Aż nadszedł dzień kiedy ona, matka-żona, zapadła na śmiertelna chorobę i zmarła.
Zostali sami. Mieli tylko siebie, samotność i rozpacz.

On, wdowiec-tata, godzinami siedział w salonie i wpatrywał się w wiszący nad kominkiem portret zmarłej żony. Nie był w stanie zająć się czymś innym niż własną rozpaczą. Zapomniał o córce. Dom i majątek popadał w ruinę.
Ona, córka-sierota, rosła w zaniedbaniu i w poczuciu krzywdy. Narastała w niej złość i nienawiść.
Z kokonu szczęśliwego dzieciństwa, dobrobytu i miłości wpadła w nicość i obojętność ojca.
Dookoła nich nie było jednak pustki.

Stary Basa

Przed chałupą, na omszałym kamieniu, siedzi Stary Basa.
Spicniały jakiś i spsiały.
Żeby nie dostać wilka podłoży sobie piękny, mięciutki i ciepły szal swojej ukochanej żony. Rozsiadł się wygodnie i mruczy po nosem.
Tuż obok przycupnęło coś małego.

To małe czasami bywa duże.

Niekiedy trochę śmierdzi. Czasem nawet bardzo.
Czasami bywa łyse a czasami włochate.
Raz ma ogromne uszy, z których wystają czarne, poskręcane włosiska, a czasami za cholerę nie można dopatrzeć się tych uszu i tak naprawdę, nikt nie wie do końca, czy toto słyszy czy nie.
Ale nie ma to żadnego znaczenia. Wszyscy wiedzą, że wredne jest to niesłychanie i jak raz się przypnie do człowieka to umarł w butach, nie można się tego pozbyć.
Jest i już.
Nazywają toto Zazła.
Taka właśnie Zazła przyczepiła się dzisiaj do Starego Basy.

smok waw  Smok Wawelsk - bajka z morałem

Wkurzony może być każdy - pomyślał Smok i buchnął ogniem w stronę gawiedzi.

 - No bo co, kurcze blade, mieli mi przyprowadzić dziewicę!!! D z i e w i c ę!

A nie to coś!!!

Chciałem blondynkę, z zalotnymi dołeczkami w policzkach, zwiewną i uroczą, a przyprowadzili mi starą Maciejową. Zrzędliwą i rozwrzeszczaną matkę licznej gromadki dziecisków - tu przeraźliwie zazgrzytał zębami i splunął siarką.

Joomla Template - by Joomlage.com