Pisać każdy może…
Michał Zamirowski
Na cmentarzu katyńskim w Charkowie

Do Charkowa zawsze jechałem z uczuciem radosnej egzaltacji podobnym do tego przed pierwszą randką, z nadzieją, że może wydarzyć się coś niezwykłego. Tak było do czasu, póki nie spełniłem kilka lat temu zapomnianej obietnicy danej trzydzieści pięć lat temu mojej cioci - zakonnicy; klarysce ze Starego Sącza. A obietnica dotyczyła odnalezienia śladu po jej stryju a moim stryjecznym dziadku, o którym w owym czasie wiadomo było tylko tyle, że zaginął na terenie Związku Radzieckiego.
W Charkowie spędziłem pięć lat studenckiej młodości i do miasta czuję ogromny sentyment; uważam go za niezwykle interesujące na wielu płaszczyznach i w którym, o dziwo, jest mnóstwo polskich pamiątek, czy śladów polskości.

Pisać każdy może...
Micha Zamirowski
muchomorkiGrzybobranie

Humoreska z lekkim akcentem kryminalnym
I
Historia ta działa się kilka lat temu, Wydarzyła się w lesie. Las był jeszcze zielony, chociaż zieleń nie była już taka świeża jak w maju , a i trochę żółtego liścia tu i ówdzie można było zauważyć. Wszak wrzesień to był. Słoneczny, dojrzale pachnący. Wilgoci było tyle ile trzeba. Raj dla grzybiarza.
Od dziecka byłem zapalonym leśnym zbieraczem.

Pisać każdy może…
Nela Kamińska
unicestwienieUnicestwienie

Ten pomysł ostatnio chodził za nią i stawał się coraz wyraźniejszy. Mąż, który mówi, uporczywie, bez końca, godzinami, doprowadzając żonę do ostateczności. Ostateczności rozumianej jako – ostateczne rozwiązanie. Unicestwienie. Tak, to może się sprawdzić. Termin w wydawnictwie dość bliski, czasu niedużo do realizacji. Najważniejsze, że jest pomysł. Tylko siąść i pisać.

Pisać każdy może...
Michał Zamirowski

MOTTO:
„Ale, kiedy po śmierci osób, po zniszczonej rzeczy,
z dawnej przeszłości nic nie istnieje,
wówczas jedynie zapach i smak
dźwigają na sobie budowlę wspomnienia.”
Marcel Proust
(„W poszukiwaniu straconego czasu”)

 

Olśniony – nie dojrzałem róży:
światło było tylko cieniem jej woni.
Julian Przyboś
(„W ogrodzie”)

 

Na tropie zapomnianych aromatów

Moje wspomnienia z dzieciństwa dotyczące jedzenia mają różnorakie zabarwienie emocjonalne. To z tego okresu pochodzą przyzwyczajenia nie jadania pewnych potraw.

Pisać każdy może...
Nela Kamińska
sachertortZemsta jest słodka

Zemszczę się – śpiewała pod nosem, parafrazując starą piosenkę z Kabaretu Starszych Panów. Zemszczę się za twoje wiarołomstwo - szeptała , wykładając dno tortownicy papierem do pieczenia i jej zaciskając obręcz. Zemszczę się – nuciła, łamiąc czekoladę na kawałki , by wraz z masłem roztopić je w kąpieli wodnej. Zemszczę się, do innej się zwróciłeś – mruczała, ubijając białka na sztywno i wsypując do nich cukier. Zemszczę się, a zemsta mnie pokrzepi – mamrotała , ucierając żółtka na jasną kremową masę i dodając płynną czekoladę z masłem.

Pisać każdy może...
Kazimiera Witkowska
Sówka

sowyZ nastaniem nocy mała sówka obudziła się w ciemnym, uśpionym lesie. Otworzyła okrągłe, żółte oczy, poruszyła parę razy skrzydłami i powiedziała do siedzącej obok niej na gałęzi przyjaciółki.
- Lećmy upolować jakąś myszkę na śniadanie.
Przyjaciółka nie bardzo chciała zlecieć z bezpiecznej gałęzi i odpowiedziała:
- Ale jak polecimy czy coś nie upoluje nas?
- Upoluje nas? - zapytała zaskoczona sówka – ale co?
- Jak to co? – odparła przyjaciółka.
- Nie wiadomo co.

Pisać każdy może…
Barbara Kozubek Marczyk
Qui scribit, bis legit - kto pisze,  dwa razy się uczy 

strachAkcja serca BKM

Dotąd nigdy nie odczuwała strachu przechodząc późnym wieczorem przez park dzielący jej ulicę od szpitala. Od lat pracowała w tym samym miejscu i od lat 3 razy w tygodniu miała popołudniowy dyżur, który kończył się o 22. Kwadrans na przebranie się, wymiana zdań z portierem.

Pisać każdy może...
Maria Biernacka
Brygida

Pies- Cisza.
- Cisza.
- Błoga cisza.
- Z radości zapaliłem świece i kadzidełka...
- Siedzę i odpoczywam...
- Cisza to najwspanialsza rzecz...
-Ćwiczę medytację, ale moja radość, że jestem sam w domu nie pozwala mi skupić się na niczym.
- Moja żona wyjechała z najmłodszymi dziećmi w góry. Nikt nie pyta – tato, dlaczego… tato powiedz im że piłka jest moja…. tato, tato, tato….
- Cisza.

Pisać każdy może…
Antoni Niedziałkowski
Bazyli moje przekleństwo

Pies I komu to przeszkadzało. Było tak pięknie. Ferdek tu, Ferdek tam, mądry piesek, 
kochany piesek, oczko w głowie wszystkich domowników, a zwłaszcza babci Gieni. Ta, to nawet jakiś przysmaczek dała od czasu do czasu, bo pani, ta mama Antka, to nic nie 
pozwalała skubnąć, tylko to co dała do miski. To co w misce dawało się zjeść, ale to inne, wyproszone, było lepsze. Tak pięknie było kilka lat i się skończyło jak Anteczek, syneczek, litościwa dusza zaczął znosić do domu różne zwierzęce nieszczęścia.

Pisać każdy może…
Antoni Niedziałkowski
babciaBabcia Gienia

Babcia Gienia. Ostoja rodziny. Niewysoka, pulchna, o ciekawym życzliwym spojrzeniu. Pachniała lawendą i smakowitą  kuchnią. Słuchacz doskonały. Była powiernicą wszystkich smutków, radości, niepowodzeń całej rodziny. Nigdy nie doradzała. Wysłuchała i w końcu pytała: „I co ty kochaneńki teraz zrobisz?” Czekała aż samemu znajdzie się rozwiązanie.
Przyparta do muru pytaniem „ A co by babcia zrobiła na moim miejscu?” w końcu podawała swoje rozwiązanie.
Największą miłością babci Gieni była kuchnia. Jej królestwo. Uwielbiała gotować 
i karmić wszystkich wokół.

Pisać każdy może…
Antoni Niedziałkowski
Marcin lokator

sejfDzisiejszy eksperyment był ostatnim w tej serii badań i potwierdził jego tezę. Wracał do domu zmęczony. Zadowolenie z sukcesu gdzieś się ulotniło. Czuł dziwny niepokój. Za chwilę odpocznie. Jak zwykle spojrzał na okna mieszkania. Były ciemne. Dziwne. Student, któremu wynajmował pokój, zawsze wieczorem był w domu i uczył się. Schody na drugie piętro pokonał szybciej niż zwykle. Otworzył drzwi, zapalił światło. Cisza. Zdjął płaszcz, teczkę zostawił w przedpokoju. Wszedł do kuchni napełnił i włączył czajnik. Na środku stołu leżała koperta. W środku znalazł pieniądze i zadrukowaną kartkę: „Panie Franciszku jadę na święta do domu. Nie wrócę. Te studia to była pomyłka. Zostawiam pieniądze za grudzień. Życzę radosnych świąt i dużo szczęścia w nowym roku. Marcin”

Pisać każdy może...
Ula Torbiczuk
Niebezpieczne hobby

sumŁysa Polana była jak pustynia. Nie było na niej życia. Ani sowy, ani rybitwy. Gorzej, nie było ani jednej leszczyny, ani jednego orzecha, ani dębu, ani jednej sosny, ani kępki trawy. Nie było już lasu. Jedynie szumiało ukryte za skarpą Łysko... jezioro, które tej nocy znowu połknęło życie.

Trzy dni wcześniej...
Wsiadłam do swojej czarnej Mery i pojechałam na Łysą Polanę. Plan doskonały zaczynał się ziszczać. Jadąc, jeszcze raz analizowałam za i przeciw swojej decyzji. Nic nie było przeciw, nic nie było zamiast. Wszystko było za. Cztery lata małżeństwa to tylko ryby, pieprzone ryby. Wędki, spławiki, kołowrotki, podbieraki, żyłki, krzesełka i inne duperele.

Pisać każdy może...
Bożena Wydziałkiewicz
Zabójstwo w autobusie linii 114

tipsy1Do autobusu w Krakowie piękna dziewczyna wsiadła.
Czarne włosy, piękne oczy, sukienka z tych króciutkich. 
Jej uroda, dwóm mężczyznom jakoś w duszę zapadła,
panu z tatuażem, i dziadkowi z serii chudziutkich.
Usiadła i w smartfona tipsami klikać zaczęła,
okiem tylko rzuciła obok, na starszego pana,
tulącego teczkę której świetność dawno minęła.
Trzask ! mężczyźni upadli, a teczka frunęła sama.
Dziewczyna złapała się za coś i zacięła usta.
Starszy pan chciał się podnieść, ale słabł z chwilą każdą
Teczkę ktoś znalazł, lecz właściciel szepnął: jest pusta

Warsztaty pisania bajek

Michał Znamirowski
O tym, jak czarownica uciekła z wesela

czarownicaGdzieś w Świętokrzyskiem…
To było w zeszłym roku. W lasach świętokrzyskich pełno było grzybów. Ale i grzybiarzy nie mało. Ba, można powiedzieć, zatrzęsienie. I grzybów, i grzybiarzy. Płci obojga ma się rozumieć.
Jadę sobie leśnym duktem. Tuż przed świtem rzecz się miała. Wokół drzewa, szarówka i mgła raz gęsta, że mało co widać, za chwilę zaś jak tiul, welon panny młodej prawie ledwie widzialny. Tym niemniej czyniąca z mijanych jesiennych didaskaliów: drzew bez liści, wzgórz z trawą zszarzałą od wiosennej i letniej egzystencji, rowów z zzieleniałą wodą po ostatnich deszczach zupełnie odrealnione pejzaże.

Warsztaty pisania bajek
Michał Znamirowski
sledzBajka o tym jak śledź został królem

- Babciu, - odezwała się Mania. A ponad miarę przeciągnięta ostatnia sylaba, wróżyła prośbę o opowieść. – Obiecałaś opowiedzieć bajkę. Opowiedz!
- opowiedz, opowiedz! – zawtórowała jej Lidzia; siostra bliźniaczka
- Prosimy, - zawołały już razem.
- Ale o czym? – sumitowała się babcia.
- Zauważyłyśmy, że uwielbiasz śledzie. – w imieniu Bliźniaczek odezwała się Mania. – A na opakowaniu namalowany jest śledź w koronie…. Czy to król śledzi?
Opowiem wam zatem bajkę: „Bajkę o tym jak śledź został królem”

Warsztaty pisania bajek
Bajka dla dorosłych
Maria Haluch-Grądalska
CZARODZIEJKA VEL CZAROWNICA

czarownica- Misia, co Ty tak długo robisz w tej łazience - zapytał Michał..
- Misiu, muszę się pomalować, przecież wiesz, że mam dziś ważne spotkanie biznesowe, o którym Ci mówiłam.
– Michał z podziwem popatrzył na żonę. Kochał tą swoją Krysię–Misię do szaleństwa. Dla niego nawet bez makijażu była najpiękniejszą kobietą na świecie.
- Nie przesadzaj, zawsze wyglądasz cudownie, na pewno oczarujesz wszystkich gości - odparł po chwili.
- Krysia cmoknęła męża w policzek - lubiła słuchać komplementów Michała, chociaż udawała, że są jej obojętne.

Warsztaty pisania bajek
konMaria Haluch-Grądalska
Ułanka

- Babciu! Dziadku! Jesteśmy! - Kasia, Zuzia i Bartek wyskoczyły z samochodu i rzuciły się dziadkowi na szyję.
- A gdzie babcia? - Kasia rozejrzała się niecierpliwie, bo jak najprędzej chciała wręczyć babci rysunek z wielkim, czerwonym sercem.
- Jak to gdzie ?- dziadek roześmiał się na cały głos – babcia jak zawsze w kuchni. Biega od stołu do pieca, od pieca do kredensu, od kredensu do lodówki i wyczarowuje dla was przeróżne smakołyki.
- Smakołyki! Hura! Smakołyki! - Bartek podskoczył do góry i popędził do kuchni. Za nim pobiegła Kasia. I tylko najmłodsza Zuzia zwiesiła smutno głowę i wsunęła swoją małą rączkę w dużą, silną dłoń dziadka.

Warsztaty pisania bajek
imagesNela Kamińska
Bunt autek albo o chłopczyku który niszczył autka 

-To się musi skończyć! – powiedziało głośno czerwone autko.
-Tak, to się musi skończyć – potwierdziło cicho autko zielone.
-Popatrzcie, jak my wyglądamy! – zawołało czerwone autko – Czy my jesteśmy jeszcze autkami?
-Czy my jesteśmy jeszcze autkami ?– cicho powtórzyło pytanie zielone autko.
-Ja mam tylko trzy kółka – stwierdziło czerwone autko.
-A ja nie mam kierownicy – dodało autko zielone

Dorota Zenko

Dorota Zańko

Zapach gołąbków

Sklep miał wąską staroświecką witrynę – w wilgotnej ciemności ulicy promieniowała ciepłym światłem, które prawie dawało się wziąć do ręki. Na pofałdowanym misternie welurze prężyły gorsy męskie koszule, ich oficjalna sztywność sąsiadowała z zalotną pianką koronek damskiej bielizny.
Wszedł. W twarz buchnęło mu gęste nagrzane powietrze, w nozdrza obiecujący zapach odgrzewanych gdzieś na zapleczu gołąbków, pomieszany z wonią kawy stygnącej na kontuarze. Wnętrze było staroświeckie i przyjemnie zagracone, urządzone trochę jak pokój w domu. Niska lampa wykreślała na kontuarze żółty krąg.

tatuDanuta Czerny-Sikora

Artykulik powstał na dwudniowych warsztatach felietonu prowadzonych przez Sylwię Chutnik, pisarkę, feministkę, posiadaczkę różowej grzywki i tatuażu

Tatuaż na berecie

Bardzo cenię intelekt, poczucie humoru i poglądy mojej sąsiadki, ukształtowane przez jeden program radiowy i jeden telewizyjny. Spotykam ją od czasu do czasu w autobusie linii 164, albo na przystanku przy ul. Konopnickiej. W Krakowie. Raz rozmawiałyśmy o przystojnym egzorcyście, którego zatrudnił proboszcz w pobliskiej parafii, innym razem o TVN-ie, którego nie można absolutnie oglądać, droga pani, bo to, droga pani, grzech i trzeba by się spowiadać.

nieSydonia Kazek
Noworoczne postanowienia, tudzież na zaś

    Nowy Rok nie przypominał w niczym tych, które pamiętała z przeszłości, a zwłaszcza z dzieciństwa. Mrożny skrzyp pod stopami, chuchanie w zmarznięte dłonie, przestępowanie z nogi na nogę i zimny nos - z tym wiązała się zima sprzed lat, Święta i Nowy Rok. A teraz?
Marta siedziała przed kominkiem i spoglądała przez okno.

- Ponuro - pomyślała - ani śladu śniegu i słońca. Nic na poprawę humoru. W jej sercu też jakoś było ponuro. Czuła się zmęczona
- Czemu się tak czuję - zapytała samą siebie, tak jakby zapomniała, że...

Sydonia Kazek
Piękne jest to, co się kocha !

Ona stara - on młody
Ona gruba - on chudy
trzymają się za ręce
a wszyscy się dziwią
co oni w sobie widzą
On się uśmiecha
- ona się wstydzi
widzi bowiem uśmiechy niemiłe
On mówi - nie martw się Kochana
nie patrz na tych gapiów zgraję
Patrz na mnie - jestem dla Ciebie,
jak cały świat.
Znajdziesz w mych oczach wszystko
swoje piękne odbicie odbicie nad Tobą
i gorące serca bicie
Patrz na mnie, bo piękne jest nasz kochanie.

         Sydonia Kazek

Sydonia Kazek
              Mały kościółek

    Moje miasto, mały kościółek z niewielkim barokowym ołtarzem, w który wbudowano monumentalny obraz z ukrzyżowanym Chrystusem. Nie widziałam go od pięćdziesięciu lat, a mam wrażenie, że mogłabym o nim opowiadać w szczegółach, bo tak dokładnie zapisał się w mojej pamięci.
    Moje miasto, mały kościółek, który mijały czołgi, jadące w19 68 roku na Czechosłowację, a ja z innymi dziewczynkami patrzyłam, jak niszczą chodniki i niczego nie rozumiałam.
    Moje miasto, to ksiądz, który dyskutował z nami o ważnych sprawach, bo to było jedyne miejsce, w którym mogła spotkać się młodzież.
    Mały kościółek, dzisiaj zamknięty na cztery spusty, a tyle wspomnień.
    Mały kościółek w moim małym mieście.

            Sydonia Kazek

Sydonia Kazek
           Czekanie

Czekanie to wiara w przeznaczenie
w połączenie żywych i umarłych
w spełnienie dusz

Czekanie to nadzieja
bo przyjdzie dzień szczęścia
dla wszystkich którzy kochają

Czekanie to wybawienie
od trosk i pustych chwil wypełniających duszę

Warto żyć, czekać i wierzyć w Moc Opatrzności
bo ona od zawsze istniała i istnieje.

        Sydonia Kazek

 

Krystyna Pieniążek

                 Sześć nadesłanych tekstów
Słowo,  mówienie,  milczenie

Najbardziej wymowne jest milczenie, wywołuje bowiem wiele emocji. Daje swobodę myślom, a długotrwałe może wprowadzić w stan skupienia lub zdenerwowania. Im dłużej trwa tym trudniej człowiekowi niepewnemu siebie wytrwać w ciszy. Można wyniosłym milczeniem obrazić bardziej niż słowem. Milczenie jednak otwiera stronom sporu drogę do wyjścia z niego z zachowaniem twarzy. Zostawia też czas na namysł.

Z mówieniem przeciwnie; wielu, zwłaszcza polityków, gdy zaczyna mówić nie baczy na sens. Ważne staje się słowo obnażające słabość rozmówcy; byle było dosadne, odwracające uwagę od meritum na rzecz słabości przeciwnika. Nie ważne jest czy słowo/treść wypowiedzi są prawdziwe. Jego pojawienie się sieje wątpliwość, a czasem podważa wiarygodność strony przeciwnej. Oddala możliwość rozwiązania problemu bez zwyciężonego i zwycięzcy.

Urszula Torbiczuk

Pięć tekstów z letnio-wakacyjnych warsztatów SAGI

Opowiadanie z komodą, ogrodem i górą

Dom stoi w uroczym ogrodzie, gdzie spędzam dużo czasu. Był zaprojektowany według swojej funkcji.

Po prawej stronie znajdują się grządki warzywne. Dojrzałe, malinowe pomidory zwisają z pędów, przywiązanych do kołków drewnianych, olbrzymie, pomarańczowe dynie opalają się w słońcu na zielonych kocykach z liści.

Dalej spod krzaczków spoglądają czerwone truskawki w towarzystwie nagietek, wysianych przez wiatr. Ogórki w zielonych mundurkach, przystrojonych żółtą butonierką, ukrywają się przed słońcem, pod szorstką pierzynką.

Na całym obszarze warzywnym rozpanoszyły się baldachimy kopru, wysianego samoistnie, rosną różne zioła: mięta, bazylia, lubczyk.

Bajki Andrzeja Wróblewskiego

kaczkaKoniecznie, ale to koniecznie, musicie poznać bajki pana Andrzeja Wróblewskiego. Jestem pod ich urokiem.
Pierwsza z nich to bajka - "Kaczka na budowie" - wyróżniona w konkursie „Ekobaja” ogłoszonym przez Ministerstwo Ochrony Środowiska w 2015 roku
Bajki to tylko niewielka część twórczości pana Andrzeja. Jest on również autor trzech musicali, oraz ponad 2000 utworów muzycznych, wśród których znajdują się piosenki: big beatowe, pop, disco polo, religijne – gospel, kolędy, ewangeliczne, wielkopostne, poświęcone Papieżowi Janowi Pawłowi II (wykonane przez „Santo Subito”), okolicznościowe, szanty, o Warszawie, przyrodnicze, sportowe, reklamowe.

Miałam okazję poznać pana Andrzeja i zaprosić go na naszą sagową stronę.

                       Jola Mirecka

Kliknij => Kaczka na budowie  i  posłuchaj

Autor:  Andrzej Wróblewski     Czyta: Cezary Papaj

Barbara Kozubek-Marczyk

PanoramaRodzinne strony

     Nie ukrywam, że jestem bardzo przywiązana do Krakowa. To moje niekwestionowane miejsce na Ziemi. Na pytanie skąd jestem, pozwalam sobie na dowcipną odpowiedź: w Krakowie mieszkam kilkaset lat. Oczywiście nie jestem matuzalemem, ale gdyby doliczyć życie moich przodków związanych z miastem, zbierze się rzeczywiście sporo ponad dwieście. Wspomnienia przekazywane z pokolenia na pokolenie kumulują się i widzę mój Kraków w niezwykłej wielowymiarowej przestrzeni. Chłonę nie tylko bogactwo architektoniczne, ale towarzyszy mi w tle animacja przemian ich otoczenia. Ulice zaludniają się osobami, które przewinęły się przez moje życie, wynurzają się z opowieści najbliższych. Mimo że urodziłam się po wojnie, dzieciństwo spędziłam w enklawie, która zakonserwowała międzywojenną atmosferę. Wojna łaskawie obeszła się z substancją mieszkaniową miasta, a ta skutecznie, jak kapsuła czasu, zatrzymała na długi okres ewolucję obyczajową krakowian. Miasto radców, profesorów, cechowych rzemieślników, gosposi, wozaków. Miasto restauratorów i właścicieli kamienic, miasto pisarzy i aktorów, miasto książąt kościoła i wielkich kardynałów.

Danuta Czerny-Sikora
araukariaO kotach, pewnej krakowskiej kamienicy i październiku

     Znowu śniła mi się złowieszczo araukaria ciotki Stefanii. No i oczywiście zadzwoniła Marzena, moja była sąsiadka i koleżanka z czasów szkolnych. Rozmawiałam z nią krótko, a potem Maciek wpakował mnie do samochodu. Popędziliśmy na Kielecką do kardiologa. Co mnie tak zirytowało? Triumfalny ton Marzeny, złośliwa radość, że przestało istnieć to, co było bardziej moje niż jej? Podczas rozmowy mierzyłam sobie jak zwykle rano ciśnienie i nagle okazało się, że mam 235 na 120. Spanikowałam trochę, mąż oszalał ze strachu i oto przejeżdżaliśmy ulicą Lubicz. Rzuciłam okiem na miejsce, gdzie się urodziłam. Cóż, Marzena mówiła prawdę: kamienicy nr 40 już nie ma. Jakaś pętla życiowa? Właśnie umieram, a czyniąc to, trafiam do miejsca, gdzie wszystko się zaczęło.

Urszula Ciesielska - Chmielewska

9Zatrzymane w pamięci

      Nie urodziłam się w Krakowie i być może nie umrę w Krakowie. Ale mieszkam tu od czwartego roku życia i w ogóle nie pamiętam czasu przedkrakowskiego. Dojrzewałam w Krakowie. Nosiłam w sobie Kraków. Kraków dał mi wszystko.
Kraków to moje miejsce na ziemi, w kosmosie, w wieczności.
Kraków jest mój do bólu, do rozpaczy, do smutku..., ale też do euforii, radości, spełnienia...
Krakowem żyję, Krakowem oddycham, o Krakowie mogę w nieskończoność...

wiesWspomnienie lata

Krystyna Pieniążek

   Ranek, obfita rosa po kilku krokach wzdłuż miedzy, dokładnie zmoczyła mi spódnicę. Słońce jeszcze nie grzeje jak piec chlebowy, jego ciepła starcza tylko na spijanie rosy z wysokich traw.
Ja pójdę górą, ja pójdę górą, a on doliną …
Wiatr rozwiewa moje włosy i suszy spódnicę. Babka Elżbieta mówi: młodość to jedwabista skóra i rozwiane włosy. Może jeszcze niekończące się marzenia – myślę, i ciekawość.
  Do wsi jeszcze daleko, ale wcale mi nieśpieszno do pracy. Nie lubię wchodzić ludziom do domu w porze śniadania lub odpoczynku po porannym obrządku zwierząt. To krępujące, zaraz gospodyni pyta, co zjem na śniadanie, na patelni już skwierczy słonina, z komory wyciągane są jajka i powiedz tu, żeś po śniadaniu albo, że wolałabyś kawałek białego sera ze strychu. Takiego podsuszonego, co go trzeba długo w ustach trzymać, smakować, a potem już można popić, koniecznie zimnym, mlekiem. Gorące ma za ostry zapach i rozgrzewa, a latem od rana robi to już słońce.

spotkanie1Po latach

Krystyna Pieniążek

 

 


Mieli się spotkać wreszcie, skłóceni po nieudanych oświadczynach.
Marianna czekała w umówionym miejscu ale nie wiedziała z której strony może się pojawić Rafał. Czy nie zmieniliśmy się do tego stopnia, że możemy się nie rozpoznać - pomyślała
Podobne wątpliwości musiał mieć Rafał, gdyż zreflektował się, że nie uzgodnili żadnego znaku rozpoznawczego, a umówili się na ulicy.
Marianna stała niepewnie w cieniu drzewa. Podjechała taksówka, z której wysiadł zażywny mężczyzna i nie odprawiwszy jej zaczął się rozglądać. Marianna też zrobiła kilka kroków wychodząc z cienia.
Marianna? - niepewnie odezwał się mężczyzna.

kula1Kalejdoskop – piekło, niebo…

Krystyna Pieniążek

Świt, godzina 4.35 –znowu szamotanina w oczekiwaniu na sen albo perspektywa męczącego dnia – piekło.

5.30 mięśnie Marianny powoli wiotczeją, ciało robi się ciężkie; jeszcze ze dwie godziny można pospać,. zanim nadejdzie chwila przygotowań porannych do wyjścia na zajęcia Sagi… niebo.
Autobus 194. Na ruchomym przegubie dwu członów autobusu młody chłopak. Na głowie czarny melonik, szyja wykonuje kołowe miękkie, elastyczne ruchy. Niżej biały tiszert z czarnym wzorem, klasyczne dżinsy; sylwetka drobna, i te magiczne ręce. Żółta i czerwona kule z zaskakującą pewnością, a zarazem wdziękiem, giętkością, przetaczane są przez długie palce, ręki jak u mistrza fortepianu oraz elastyczne ruchy przedramienia, momentami przez ruchy długiej szyi.

JagPozostać w nurcie. Notatki
Lato 2006

Jadwiga Jamińska

5 lipca środa
Od 16:00 byłam w kawiarni „U Zalipianek” na spotkaniu Grupy Kominkowej, która mimo przerwy wakacyjnej w SAPŻ chce działać. Siedziałyśmy w ogródku z widokiem na Planty i przechodniów. Włączone w miasto, ale zajęte sobą.
Kl. przyprowadziła L. ze Lwowa. Potem część z nas poszła do Szołayskich na wykład „Kreacje mody na plakatach Alfonsa Muchy”. Trzeci raz je widziałam i wciąż nie mam dość.

6 lipca 2006, czwartek
Wieczór. Piszę w kuchni przy stole. Kilkanaście lat temu, siedząc na tym samym miejscu, odrabiałam zadania z angielskiego, a Basia na mój widok mówiła: „Kujon, kujon !”
Próbuję pisać tekst na konkurs literacki, ale idzie to pod włos.
„Proza jest trudna jak cholera, pisać się nie wybieram” – czytałam na Turnieju Jednego Wiersza w Jaszczurach.

11 lipca 2006, poniedziałek
Budzik zerwał mnie wcześniej niż zwykle. (Mam przewagę nad Jurkiem, bo umiem nastawić alarm w telefonie komórkowym.) Jadę na zbiórkę pod Bank PeKaO S.A.

Połówka jabłka

Urszula Jaksik

- Cześć Jadziu, jestem. Na pewno się mnie spodziewałaś. Znasz mnie aż za dobrze. Pamiętasz? Zawsze tak mówiłaś. Wściekałam się na ciebie, bo niestety często miałaś rację. Bywało też, że szybciej ode mnie wiedziałaś jaką podejmę decyzję. To było naprawdę wkurzające. Ciekawe, co dzisiaj powiesz? Przyznaję, ja jestem w szoku, pół nocy nie spałam.

- Szkoda, nie możesz się dzisiaj powymądrzać. Chętnie bym cię wysłuchała. Bo ja przecież wiem, że zawsze byłaś mi życzliwa… Tak, ale do cholery daj mi jakiś znak, bo oszaleję. Wiem, wiem, nie musisz się ironicznie uśmiechać. Masz rację, jak na moje standardy, to ja już zwariowałam. Ale się porobiło. Ja, Teresa, mam lecieć na koniec świata, by spędzić święta z facetem! Przestań chichotać, bo ten piękny marmur popęka i Antoś będzie niepocieszony. A propos, widziałam wczoraj tego drania. Wchodził do kina ze swoją Jolką, trzymali się za rączki! Wstydu nie ma, dopiero za miesiąc minie żałoba po tobie, a on już znalazł sobie babę i to o piętnaście lat młodszą. Wiesz, że już mi się nie kłania? Nigdy za mną nie przepadał, ale przy tobie to trochę kultury miał, a teraz? Może jest w tym trochę mojej winy, bo mu parę razy nie odpowiedziałam, ale dżentelmen tak się nie zachowuje. Schamiał facet, mówię ci, nie masz czego żałować. Dobrze, że nie musisz tego oglądać, przynajmniej nie cierpisz. Za to ja cierpię okrutnie.

Barbara Kozubek-Marczyk    JESTEM

Jestem Polką, odpowiedziała na zapytanie o narodowość. Wypełniła stosowne formularze, tam krzyżyk tu fajka i spokojnie zajęła miejsce oczekując na kontrolę bagażu. Przeleciała wzrokiem banery reklamowe, zgodnie z daną sobie obietnicą zrezygnowała z aktywności telefonicznej i zbytniej otwartości w nawiązywaniu przypadkowych kontaktów słownych. Zostało jej własne towarzystwo. Deklaracja narodowości stała się drożdżami rozważań prowadzonych, zresztą nie pierwszy raz, nad jej definicją.
W domu wychowana była w duchu romantycznego patriotyzmu. Szlak bojowy ojca z finałem nad Bzurą, AK rodziców na obczyźnie i w kraju, tajne komplety, Bratniak. To wszystko dostała w pakiecie nakreślającym ramy miłości do ojczyzny. Pierwszego szoku doznała, gdy dowiedziała się, że jej prababka była Bawarką. Przez tydzień ryczała do poduszki ze wstydu i upokorzenia. Potem okazało się, że babka po mieczu była przechrzczoną Żydówką. Powierzono jej tę informację jako wielki rodzinny sekret, no bo wiesz, gdyby wujostwo się dowiedzieli, albo teściowie twojej siostry...
Nie chciała nikogo skrzywdzić, ale była podekscytowana tą wiadomością i zdawało jej się, że osobiste IQ jakby nieco skoczyło w górę. Potem na Rakowicach znalazła prababkę Czeszkę. Wprawdzie zaczęła na nią zwalać skłonności do tycia, ale szybko zamortyzowała sobie tę niedogodność informacją ze starych pamiętników – ponoć prababka była blisko spokrewniona z jednym z prezydentów Pragi.

Krystyna Pieniążek  Wrażenia z kopalni węgla.
Człowiek człowiekowi katem – wielokrotnie skrzywdzeni

guNajniżej w Europie położona trasa turystyczna, w zabytkowej kopalni węgla kamiennego - Guido w Zabrzu. Przymiotników w stopniu najwyższym opisujących ją nie brakuje, od „najgłębiej położona impresaryjna teatralna scena oraz najlepsze brzmienie muzyki", po „kameralne miejsce spotkań i najgłębiej położony pub w Europie".
Oferta rozszerzona: edukacyjna i komercyjna; obydwie obejmują segmenty usług przeznaczone dla odmiennych grup klientów; od dzieci, przez młodszą i starszą młodzież, po cztery pakiety usług dla VIP-ów. Gdzieś po drodze w ofercie zniknął zwykły zjadacz chleba, zwykły turysta, ale gdy stworzyć grupę, będą to ludzie w różnym wieku - z przewagą osób starszych, mających różny bagaż doświadczenia. Oferta jest tak szeroka, że teoretycznie każdy powinien znaleźć coś szczególnego dla siebie.

Zofia Tomaszek  -  refleksje z kopalni GUIDO w Zabrzu

Guido2 Kraina geograficzna Śląsk zawsze kojarzyła mi się z regionem brudnego miasta, zanieczyszczonego powietrza, zamożnością rodzin górniczych, pracujących mężów i niepracujących żon - „kobity jak piece", mąż jak "przecinek". Nigdy nie zastanawiałam się jakie życie tętni pod ziemią, mając jedynie świadomość, że górnik wyjeżdża na wierch, po szychcie, umorusany i zmęczony.
Możliwość zwiedzania podziemi kopalni GUIDO na poziomach stosunkowo płytkich, bo 170 i 320 metrów pod ziemią uświadomiła mi w jakich nieludzkich warunkach pracują ludzie, chociaż zabezpieczani środkami bhp, to jednak bez jakiejkolwiek gwarancji, że zjazd pod ziemię zakończy się powrotem pod nieboskłon.

Urszula Jaksik  -  "Dwadzieścia dziewięć guzików"

GuidoNie wiedziałam, że galowy mundur górnika ma dwadzieścia dziewięć guzików. To na pamiątkę świętej Barbary, ich patronki, która zginęła mając 29 lat. Nie wiedziałam, że skrzyżowany młot i kilof widniejący na czapce górniczej mojego ojca nazywa się kupla. Tyle rzeczy nie wiedziałam, dlaczego? A powinnam. Barburka była zawsze wielkim świętem w naszej rodzinie. Mój ojciec całe swoje zawodowe życie pracował w kopalni, codziennie zjeżdżał szolą pięćset metrów pod ziemię, nawet w niedziele i święta.
Dziś przekonałam się, że nie jest to przyjemny zjazd. Ciasna, metalowa klatka trzęsie się, głośno skrzypi opadając w dół w całkowitych ciemnościach. Z każdym metrem robi się chłodniej.

Joomla Template - by Joomlage.com