Krystyna Pieniążek

                 Sześć nadesłanych tekstów
Słowo,  mówienie,  milczenie

Najbardziej wymowne jest milczenie, wywołuje bowiem wiele emocji. Daje swobodę myślom, a długotrwałe może wprowadzić w stan skupienia lub zdenerwowania. Im dłużej trwa tym trudniej człowiekowi niepewnemu siebie wytrwać w ciszy. Można wyniosłym milczeniem obrazić bardziej niż słowem. Milczenie jednak otwiera stronom sporu drogę do wyjścia z niego z zachowaniem twarzy. Zostawia też czas na namysł.

Z mówieniem przeciwnie; wielu, zwłaszcza polityków, gdy zaczyna mówić nie baczy na sens. Ważne staje się słowo obnażające słabość rozmówcy; byle było dosadne, odwracające uwagę od meritum na rzecz słabości przeciwnika. Nie ważne jest czy słowo/treść wypowiedzi są prawdziwe. Jego pojawienie się sieje wątpliwość, a czasem podważa wiarygodność strony przeciwnej. Oddala możliwość rozwiązania problemu bez zwyciężonego i zwycięzcy.

Urszula Torbiczuk

Pięć tekstów z letnio-wakacyjnych warsztatów SAGI

Opowiadanie z komodą, ogrodem i górą

Dom stoi w uroczym ogrodzie, gdzie spędzam dużo czasu. Był zaprojektowany według swojej funkcji.

Po prawej stronie znajdują się grządki warzywne. Dojrzałe, malinowe pomidory zwisają z pędów, przywiązanych do kołków drewnianych, olbrzymie, pomarańczowe dynie opalają się w słońcu na zielonych kocykach z liści.

Dalej spod krzaczków spoglądają czerwone truskawki w towarzystwie nagietek, wysianych przez wiatr. Ogórki w zielonych mundurkach, przystrojonych żółtą butonierką, ukrywają się przed słońcem, pod szorstką pierzynką.

Na całym obszarze warzywnym rozpanoszyły się baldachimy kopru, wysianego samoistnie, rosną różne zioła: mięta, bazylia, lubczyk.

Bajki Andrzeja Wróblewskiego

kaczkaKoniecznie, ale to koniecznie, musicie poznać bajki pana Andrzeja Wróblewskiego. Jestem pod ich urokiem.
Pierwsza z nich to bajka - "Kaczka na budowie" - wyróżniona w konkursie „Ekobaja” ogłoszonym przez Ministerstwo Ochrony Środowiska w 2015 roku
Bajki to tylko niewielka część twórczości pana Andrzeja. Jest on również autor trzech musicali, oraz ponad 2000 utworów muzycznych, wśród których znajdują się piosenki: big beatowe, pop, disco polo, religijne – gospel, kolędy, ewangeliczne, wielkopostne, poświęcone Papieżowi Janowi Pawłowi II (wykonane przez „Santo Subito”), okolicznościowe, szanty, o Warszawie, przyrodnicze, sportowe, reklamowe.

Miałam okazję poznać pana Andrzeja i zaprosić go na naszą sagową stronę.

                       Jola Mirecka

Kliknij => Kaczka na budowie  i  posłuchaj

Autor:  Andrzej Wróblewski     Czyta: Cezary Papaj

Barbara Kozubek-Marczyk

PanoramaRodzinne strony

     Nie ukrywam, że jestem bardzo przywiązana do Krakowa. To moje niekwestionowane miejsce na Ziemi. Na pytanie skąd jestem, pozwalam sobie na dowcipną odpowiedź: w Krakowie mieszkam kilkaset lat. Oczywiście nie jestem matuzalemem, ale gdyby doliczyć życie moich przodków związanych z miastem, zbierze się rzeczywiście sporo ponad dwieście. Wspomnienia przekazywane z pokolenia na pokolenie kumulują się i widzę mój Kraków w niezwykłej wielowymiarowej przestrzeni. Chłonę nie tylko bogactwo architektoniczne, ale towarzyszy mi w tle animacja przemian ich otoczenia. Ulice zaludniają się osobami, które przewinęły się przez moje życie, wynurzają się z opowieści najbliższych. Mimo że urodziłam się po wojnie, dzieciństwo spędziłam w enklawie, która zakonserwowała międzywojenną atmosferę. Wojna łaskawie obeszła się z substancją mieszkaniową miasta, a ta skutecznie, jak kapsuła czasu, zatrzymała na długi okres ewolucję obyczajową krakowian. Miasto radców, profesorów, cechowych rzemieślników, gosposi, wozaków. Miasto restauratorów i właścicieli kamienic, miasto pisarzy i aktorów, miasto książąt kościoła i wielkich kardynałów.

Danuta Czerny-Sikora
araukariaO kotach, pewnej krakowskiej kamienicy i październiku

     Znowu śniła mi się złowieszczo araukaria ciotki Stefanii. No i oczywiście zadzwoniła Marzena, moja była sąsiadka i koleżanka z czasów szkolnych. Rozmawiałam z nią krótko, a potem Maciek wpakował mnie do samochodu. Popędziliśmy na Kielecką do kardiologa. Co mnie tak zirytowało? Triumfalny ton Marzeny, złośliwa radość, że przestało istnieć to, co było bardziej moje niż jej? Podczas rozmowy mierzyłam sobie jak zwykle rano ciśnienie i nagle okazało się, że mam 235 na 120. Spanikowałam trochę, mąż oszalał ze strachu i oto przejeżdżaliśmy ulicą Lubicz. Rzuciłam okiem na miejsce, gdzie się urodziłam. Cóż, Marzena mówiła prawdę: kamienicy nr 40 już nie ma. Jakaś pętla życiowa? Właśnie umieram, a czyniąc to, trafiam do miejsca, gdzie wszystko się zaczęło.

Urszula Ciesielska - Chmielewska

9Zatrzymane w pamięci

      Nie urodziłam się w Krakowie i być może nie umrę w Krakowie. Ale mieszkam tu od czwartego roku życia i w ogóle nie pamiętam czasu przedkrakowskiego. Dojrzewałam w Krakowie. Nosiłam w sobie Kraków. Kraków dał mi wszystko.
Kraków to moje miejsce na ziemi, w kosmosie, w wieczności.
Kraków jest mój do bólu, do rozpaczy, do smutku..., ale też do euforii, radości, spełnienia...
Krakowem żyję, Krakowem oddycham, o Krakowie mogę w nieskończoność...

wiesWspomnienie lata

Krystyna Pieniążek

   Ranek, obfita rosa po kilku krokach wzdłuż miedzy, dokładnie zmoczyła mi spódnicę. Słońce jeszcze nie grzeje jak piec chlebowy, jego ciepła starcza tylko na spijanie rosy z wysokich traw.
Ja pójdę górą, ja pójdę górą, a on doliną …
Wiatr rozwiewa moje włosy i suszy spódnicę. Babka Elżbieta mówi: młodość to jedwabista skóra i rozwiane włosy. Może jeszcze niekończące się marzenia – myślę, i ciekawość.
  Do wsi jeszcze daleko, ale wcale mi nieśpieszno do pracy. Nie lubię wchodzić ludziom do domu w porze śniadania lub odpoczynku po porannym obrządku zwierząt. To krępujące, zaraz gospodyni pyta, co zjem na śniadanie, na patelni już skwierczy słonina, z komory wyciągane są jajka i powiedz tu, żeś po śniadaniu albo, że wolałabyś kawałek białego sera ze strychu. Takiego podsuszonego, co go trzeba długo w ustach trzymać, smakować, a potem już można popić, koniecznie zimnym, mlekiem. Gorące ma za ostry zapach i rozgrzewa, a latem od rana robi to już słońce.

spotkanie1Po latach

Krystyna Pieniążek

 

 


Mieli się spotkać wreszcie, skłóceni po nieudanych oświadczynach.
Marianna czekała w umówionym miejscu ale nie wiedziała z której strony może się pojawić Rafał. Czy nie zmieniliśmy się do tego stopnia, że możemy się nie rozpoznać - pomyślała
Podobne wątpliwości musiał mieć Rafał, gdyż zreflektował się, że nie uzgodnili żadnego znaku rozpoznawczego, a umówili się na ulicy.
Marianna stała niepewnie w cieniu drzewa. Podjechała taksówka, z której wysiadł zażywny mężczyzna i nie odprawiwszy jej zaczął się rozglądać. Marianna też zrobiła kilka kroków wychodząc z cienia.
Marianna? - niepewnie odezwał się mężczyzna.

kula1Kalejdoskop – piekło, niebo…

Krystyna Pieniążek

Świt, godzina 4.35 –znowu szamotanina w oczekiwaniu na sen albo perspektywa męczącego dnia – piekło.

5.30 mięśnie Marianny powoli wiotczeją, ciało robi się ciężkie; jeszcze ze dwie godziny można pospać,. zanim nadejdzie chwila przygotowań porannych do wyjścia na zajęcia Sagi… niebo.
Autobus 194. Na ruchomym przegubie dwu członów autobusu młody chłopak. Na głowie czarny melonik, szyja wykonuje kołowe miękkie, elastyczne ruchy. Niżej biały tiszert z czarnym wzorem, klasyczne dżinsy; sylwetka drobna, i te magiczne ręce. Żółta i czerwona kule z zaskakującą pewnością, a zarazem wdziękiem, giętkością, przetaczane są przez długie palce, ręki jak u mistrza fortepianu oraz elastyczne ruchy przedramienia, momentami przez ruchy długiej szyi.

JagPozostać w nurcie. Notatki
Lato 2006

Jadwiga Jamińska

5 lipca środa
Od 16:00 byłam w kawiarni „U Zalipianek” na spotkaniu Grupy Kominkowej, która mimo przerwy wakacyjnej w SAPŻ chce działać. Siedziałyśmy w ogródku z widokiem na Planty i przechodniów. Włączone w miasto, ale zajęte sobą.
Kl. przyprowadziła L. ze Lwowa. Potem część z nas poszła do Szołayskich na wykład „Kreacje mody na plakatach Alfonsa Muchy”. Trzeci raz je widziałam i wciąż nie mam dość.

6 lipca 2006, czwartek
Wieczór. Piszę w kuchni przy stole. Kilkanaście lat temu, siedząc na tym samym miejscu, odrabiałam zadania z angielskiego, a Basia na mój widok mówiła: „Kujon, kujon !”
Próbuję pisać tekst na konkurs literacki, ale idzie to pod włos.
„Proza jest trudna jak cholera, pisać się nie wybieram” – czytałam na Turnieju Jednego Wiersza w Jaszczurach.

11 lipca 2006, poniedziałek
Budzik zerwał mnie wcześniej niż zwykle. (Mam przewagę nad Jurkiem, bo umiem nastawić alarm w telefonie komórkowym.) Jadę na zbiórkę pod Bank PeKaO S.A.

jabłkoPołówka jabłka

Urszula Jaksik

- Cześć Jadziu, jestem. Na pewno się mnie spodziewałaś. Znasz mnie aż za dobrze. Pamiętasz? Zawsze tak mówiłaś. Wściekałam się na ciebie, bo niestety często miałaś rację. Bywało też, że szybciej ode mnie wiedziałaś jaką podejmę decyzję. To było naprawdę wkurzające. Ciekawe, co dzisiaj powiesz? Przyznaję, ja jestem w szoku, pół nocy nie spałam.

- Szkoda, nie możesz się dzisiaj powymądrzać. Chętnie bym cię wysłuchała. Bo ja przecież wiem, że zawsze byłaś mi życzliwa… Tak, ale do cholery daj mi jakiś znak, bo oszaleję. Wiem, wiem, nie musisz się ironicznie uśmiechać. Masz rację, jak na moje standardy, to ja już zwariowałam. Ale się porobiło. Ja, Teresa, mam lecieć na koniec świata, by spędzić święta z facetem! Przestań chichotać, bo ten piękny marmur popęka i Antoś będzie niepocieszony. A propos, widziałam wczoraj tego drania. Wchodził do kina ze swoją Jolką, trzymali się za rączki! Wstydu nie ma, dopiero za miesiąc minie żałoba po tobie, a on już znalazł sobie babę i to o piętnaście lat młodszą. Wiesz, że już mi się nie kłania? Nigdy za mną nie przepadał, ale przy tobie to trochę kultury miał, a teraz? Może jest w tym trochę mojej winy, bo mu parę razy nie odpowiedziałam, ale dżentelmen tak się nie zachowuje. Schamiał facet, mówię ci, nie masz czego żałować. Dobrze, że nie musisz tego oglądać, przynajmniej nie cierpisz. Za to ja cierpię okrutnie.

Barbara Kozubek-Marczyk    JESTEM

Jestem Polką, odpowiedziała na zapytanie o narodowość. Wypełniła stosowne formularze, tam krzyżyk tu fajka i spokojnie zajęła miejsce oczekując na kontrolę bagażu. Przeleciała wzrokiem banery reklamowe, zgodnie z daną sobie obietnicą zrezygnowała z aktywności telefonicznej i zbytniej otwartości w nawiązywaniu przypadkowych kontaktów słownych. Zostało jej własne towarzystwo. Deklaracja narodowości stała się drożdżami rozważań prowadzonych, zresztą nie pierwszy raz, nad jej definicją.
W domu wychowana była w duchu romantycznego patriotyzmu. Szlak bojowy ojca z finałem nad Bzurą, AK rodziców na obczyźnie i w kraju, tajne komplety, Bratniak. To wszystko dostała w pakiecie nakreślającym ramy miłości do ojczyzny. Pierwszego szoku doznała, gdy dowiedziała się, że jej prababka była Bawarką. Przez tydzień ryczała do poduszki ze wstydu i upokorzenia. Potem okazało się, że babka po mieczu była przechrzczoną Żydówką. Powierzono jej tę informację jako wielki rodzinny sekret, no bo wiesz, gdyby wujostwo się dowiedzieli, albo teściowie twojej siostry...
Nie chciała nikogo skrzywdzić, ale była podekscytowana tą wiadomością i zdawało jej się, że osobiste IQ jakby nieco skoczyło w górę. Potem na Rakowicach znalazła prababkę Czeszkę. Wprawdzie zaczęła na nią zwalać skłonności do tycia, ale szybko zamortyzowała sobie tę niedogodność informacją ze starych pamiętników – ponoć prababka była blisko spokrewniona z jednym z prezydentów Pragi.

Krystyna Pieniążek  Wrażenia z kopalni węgla.
Człowiek człowiekowi katem – wielokrotnie skrzywdzeni

guNajniżej w Europie położona trasa turystyczna, w zabytkowej kopalni węgla kamiennego - Guido w Zabrzu. Przymiotników w stopniu najwyższym opisujących ją nie brakuje, od „najgłębiej położona impresaryjna teatralna scena oraz najlepsze brzmienie muzyki", po „kameralne miejsce spotkań i najgłębiej położony pub w Europie".
Oferta rozszerzona: edukacyjna i komercyjna; obydwie obejmują segmenty usług przeznaczone dla odmiennych grup klientów; od dzieci, przez młodszą i starszą młodzież, po cztery pakiety usług dla VIP-ów. Gdzieś po drodze w ofercie zniknął zwykły zjadacz chleba, zwykły turysta, ale gdy stworzyć grupę, będą to ludzie w różnym wieku - z przewagą osób starszych, mających różny bagaż doświadczenia. Oferta jest tak szeroka, że teoretycznie każdy powinien znaleźć coś szczególnego dla siebie.

Zofia Tomaszek  -  refleksje z kopalni GUIDO w Zabrzu

Guido2 Kraina geograficzna Śląsk zawsze kojarzyła mi się z regionem brudnego miasta, zanieczyszczonego powietrza, zamożnością rodzin górniczych, pracujących mężów i niepracujących żon - „kobity jak piece", mąż jak "przecinek". Nigdy nie zastanawiałam się jakie życie tętni pod ziemią, mając jedynie świadomość, że górnik wyjeżdża na wierch, po szychcie, umorusany i zmęczony.
Możliwość zwiedzania podziemi kopalni GUIDO na poziomach stosunkowo płytkich, bo 170 i 320 metrów pod ziemią uświadomiła mi w jakich nieludzkich warunkach pracują ludzie, chociaż zabezpieczani środkami bhp, to jednak bez jakiejkolwiek gwarancji, że zjazd pod ziemię zakończy się powrotem pod nieboskłon.

Urszula Jaksik  -  "Dwadzieścia dziewięć guzików"

GuidoNie wiedziałam, że galowy mundur górnika ma dwadzieścia dziewięć guzików. To na pamiątkę świętej Barbary, ich patronki, która zginęła mając 29 lat. Nie wiedziałam, że skrzyżowany młot i kilof widniejący na czapce górniczej mojego ojca nazywa się kupla. Tyle rzeczy nie wiedziałam, dlaczego? A powinnam. Barburka była zawsze wielkim świętem w naszej rodzinie. Mój ojciec całe swoje zawodowe życie pracował w kopalni, codziennie zjeżdżał szolą pięćset metrów pod ziemię, nawet w niedziele i święta.
Dziś przekonałam się, że nie jest to przyjemny zjazd. Ciasna, metalowa klatka trzęsie się, głośno skrzypi opadając w dół w całkowitych ciemnościach. Z każdym metrem robi się chłodniej.

Joomla Template - by Joomlage.com